spektatkle

„Wietrzna 113, czyli tam, gdzie często spadają gwiazdy”
Jednym z najpowszechniejszych, śmiem twierdzić, projektów dziecięcej wyobraźni jest „nawiedzony dom”.
„Nawiedzonym domem” może być chatka na skraju wsi, którą mijamy w pośpiechu, pedałując w lipcowym słońcu. Może być nim podniszczona willa, której widok towarzyszy nam każdego dnia w drodze do szkoły, ale może być i dziwne, zawsze ciche mieszkanie „pod piątką”.
Wszystkie „nawiedzone domy” łączy to, że (z różnych względów) uparcie nie chcą wpasować się w otaczający je krajobraz, choć są zarośnięte i ukryte za drzewami, jak magnes przyciągają dziecięce spojrzenia. Druga sprawa – „nawiedzone domy” zazwyczaj są niepokojąco puste. Z pozoru puste. Niby nikt w nich nie mieszka, ale jednak firanki zmieniają położenie, nocą w ich oknach majaczy światło, a poczta znika ze skrzynki w niewyjaśnionych okolicznościach.
Motyw „nawiedzonego domu” (zmiksowany z jego lżejszą wersją, czyli „domem tajemniczym”) jest podstawą spektaklu Jerzego Machowskiego, który zaadaptował na scenę słupskiego Nowego Teatru literacki debiut Katarzyny Szestak. Jej wydany w 2015 roku Szary domek, pięknie zilustrowany przez Natalię Jabłońską, jest mądrą, zaskakującą nieszablonowymi bohaterami opowieścią o samotności, inności i samorozpoznaniu. Przedstawienie Machowskiego, podejmując wszystkie te tematy, z powodzeniem przenosi na scenę wyjątkowy klimat powieści – niczym z dziecięcego snu czy marzenia, tajemniczy i intrygujący.
Zanim spektakl Machowskiego na dobre się rozpocznie, miejsce z boku sceny zajmuje Wietrzne Trio (Zefir, Halny i Porywisty), trójka grających tu na żywo muzyków. Druga strona sceny to papierowa, utrzymana w pastelowych barwach makieta Herbatkowego Miastka (autorką znakomitej scenografii jest tu Ľudmila Bubánová) leżącego „za Srebrną Rzeką, za Czarnym Lasem, tam, gdzie często spadają gwiazdy”. Przewodnikiem po ulicach uroczego miasteczka jest Wiatr (Krzysztof Kluzik), nonszalancki jegomość w patchworkowym prochowcu. Od niego dowiadujemy się, że pastelowe Miastko ma jedną nieprzystającą do pozostałych ulicę. Wietrzna jest mroczna i ponura, dlatego też mieszkańcy Miastka omijają ją szerokim łukiem. I to właśnie na Wietrznej wyrasta pewnego razu tytułowy Szary Domek – niepodobny do innych, tajemniczy i pusty.
Wnętrze Szarego Domku otwiera się przed nami w głębi sceny. Przypomina ono babciny salonik – przytulny i nieco staroświecki, z kominkiem, lampą i uroczym stolikiem do herbaty. Kiedy Wiatr przenika do wnętrza Szarego Domku, okazuje się, że jego budząca niepokój, milcząca z zewnątrz przestrzeń rzeczywiście nie jest zwyczajna. A cicha i pusta jest tylko z zewnątrz. Domek, wykorzystując elementy swojego wnętrza, zaczyna komunikować się z Wiatrem.
Moment, w którym Domek „przemawia” po raz pierwszy, bez wątpienia należy do najbardziej efektownych w całym przedstawieniu. Kolejne elementy scenografii zaczynają niespodziewanie poruszać się, co małoletnią widownię wprawia natychmiastowo w całkowity zachwyt. Mrugająca lampa, spadająca książka, „samonalewająca się” herbatka – delikatne ruchy i przesunięcia przedmiotów wpisują się swoim subtelnym charakterem w „pastelowy” klimat opowieści, ale robią tu naprawdę piorunujące wrażenie. A jednocześnie budują rytm i nastrój spektaklu, stanowczą ręką reżysera utrzymywany do samego końca.
Spotkanie Szarego Domku i Wiatru uzmysławia temu drugiemu, że niezamieszkane domy szybko niszczeją. Tego Wiatr bardzo by nie chciał dla swojego nowego przyjaciela, dlatego postanawia za wszelką cenę znaleźć Domkowi lokatora i uchronić go przed ruiną i niebytem.
Kolejni potencjalni lokatorzy ustanawiają tu bardzo poetycką opowieść o samotności i poszukiwaniu przyjaźni. Domkowi chcą pomóc: rozśpiewana Noc (Monika Janik), poeta-wegetarianin Wilk (Adam Jędrosz) i Wiedźma (Bożena Borek), która „nikogo nie straszy i nikogo w nic nie zamienia”, ponieważ cały czas poświęca na warzenie dobroczynnych eliksirów. Jak łatwo się domyśleć, każdy z tych oryginalnych bohaterów bardzo chce zamieszkać w Domku, a jednocześnie żaden z nich nie może tego zrobić. Powody są różne. Tęsknota, stare przyzwyczajenia, niechęć otoczenia wobec „niestandardowego” lokatora.
Każdy z szykujących się do zamieszkania bohaterów przemyca do spektaklu bardzo ważną myśl dla próbującego zrozumieć i ułożyć sobie świat (także, a może przede wszystkim wewnętrzny). Nie każda z nich przystaje do pastelowych domków Miastka. Bardzo mądrze i inteligentnie mówi się tu o samotności, nieprzystawalności do świata, o byciu sobą bez względu na wszystko i wszystkich. Zaskakujący fabularnie finał spektaklu przekazuje tu z kolei prawdę o tym, że szczęścia i przyjaźni wcale nie trzeba szukać daleko, że może być pod ręką – na przykład we wnętrzu niepozornej, starej puszki po herbacie.
Przedstawienie Jerzego Machowskiego jest niestety przykładem bardzo dobrego spektaklu popsutego przez niefortunny wybór przestrzeni, w której jest on pokazywany. Duża scena to zdecydowanie nie jest miejsce dla Szarego domku, bo rozległość sali, dystans, który dzieli najmłodszych od sceny, nie sprzyjają zupełnie wejściu w świat przedstawienia, „zarażeniu się” kameralnym, subtelnym klimatem tej opowieści. Poza tym z dalszych rzędów niektóre zabiegi inscenizacyjne mogą być tak po prostu i ze szkodą dla spektaklu niewidoczne. Dlatego dużo lepszym wyborem byłaby w tym przypadku scena kameralna.
W słupskim Szarym domku motyw „nawiedzonego (czy też tajemniczego) domu” został bardzo ciekawie przetworzony i stał się zalążkiem poetyckiej, inteligentnej opowieści o wartościach konstytuujących dziecięcy świat. A najlepsze w tym przedstawieniu jest to, że wcale nie rozbraja ono dziecięcych fantazji, przeciwnie – przekonuje, że firanki nigdy same się nie poruszają…

„Wietrzna 113, czyli tam, gdzie często spadają gwiazdy” / Anna Jazgarska / teatralny.pl / 26-05-2017
http://teatralny.pl/recenzje/wietrzna-113-czyli-tam-gdzie-czesto-spadaja-gwiazdy,1988.html