Cisza i chwila spokoju

Między każdą wypowiedzią zawarta jest kolejna dawka ciszy i niezręcznych spojrzeń. Każdy z tych elementów tylko potęguje dyskomfort, niepewność, jaką można odczuć w ciągu kilku pierwszych minut spektaklu.

Recenzja spektaklu „M-2” w reż. Darii Kopiec autorstwa Anny Jastrzębskiej, uczestniczki Klubu Recenzenta NT

Nikłe światło. Cisza przerywana szelestem ubrań lub ledwo słyszalnym odgłosem przejeżdżających obok teatru aut. Troje minimalistycznie ubranych aktorów, siedzących na scenie, wpatrujących się na zmianę w widownię i nieokreślone punkty na ścianach. Co jakiś czas któreś z nich opisuje sceny, czytane jakoby z didaskaliów, których jeszcze nie widzieliśmy. Prezentują swe postacie jako młodego aktora, młodą aktorkę oraz perkusistkę, która nie jest częścią przedstawianej historii. Między każdą wypowiedzią zawarta jest kolejna dawka ciszy i niezręcznych spojrzeń. Każdy z tych elementów tylko potęguje dyskomfort, niepewność, jaką można odczuć w ciągu kilku pierwszych minut spektaklu. Przyznam, że przez głowę  przewijają mi się pierwsze, niezbyt pochlebne, oceny sztuki. Szybko jednak przekonuję się, jak bardzo nierozważne jest wystawianie opinii tak wcześnie…

Historia zaczyna się od przeprowadzki dwójki bohaterów do niewielkiego, trzydziestometrowego mieszkania w niedookreślonym mieście, niedookreślonych czasach. Wszystkie wskazówki, co do lat, w jakich odbywa się sztuka mieszają się, są niepewne, można więc śmiało określić ją jako uniwersalną, przynajmniej w przypadku kilku ostatnich pokoleń. Przy akompaniamencie głośnej, odrywającej od uprzedniej niezręczności perkusji, aktorzy zręcznie rozstawiają niewielką ilość mebli – mały stół, taboret, dywan i kilka innych, niewielkich rzeczy. W pewnym momencie muzyka ustaje, natomiast postacie rozpoczynają wymianę kwestii. Skupiają się na każdym meblu, każdym zachowaniu drugiej połówki, nawet najdrobniejszy element wywołuje w nich wspomnienia, naprzemiennie – te miłe, które lubi się opowiadać podczas spotkań, oraz takie, o których wolałoby się zapomnieć i nigdy nie musieć powracać do nich myślami. Każda scena sprawia, że zagłębiamy się  w psychikę postaci coraz bardziej. Słuchamy przeróżnych historii z ich dzieciństwa, towarzyszymy im podczas najważniejszych momentów w życiu, również tych tragicznych. Oboje mają za sobą problematyczne dzieciństwo, prawdopodobnie do teraz nękani są depresją, lękami, normami i wymaganiami narzuconymi przed laty. Również niepewnością i dyskomfortem, bardzo zbliżonymi do stanów, w jakie stara się nas momentami wprowadzić sztuka z pomocą dramatycznej perkusji połączonej z idealnie wyliczonymi chwilami ciszy i grą świateł. Dzięki temu zabiegowi jesteśmy w stanie dokładniej pojąć, jak naprawdę czują się ci młodzi ludzie, trwający we względnie dobrym stanie, mający dobre życie.

M-2 opowiada historię bardzo realistyczną, ponieważ przeżyciami podobnymi do tych, doświadczonych przez dwóch bohaterów, może pochwalić się wielu młodych ludzi. Właśnie dzięki temu spektakl jest w stanie poruszyć widza, a być może nawet doprowadzić do łez. Głęboko dotyka emocji i problemów, jakie większość z nas stara się w sobie stłamsić. Młody mężczyzna boryka się ze wspomnieniami o zdystansowanym, a równocześnie zbyt twardym ojcu oraz matce, bardzo bliskiej mu osobie, która bliskość tą wykorzystywała do narzucania mu swoich uczuć i pragnień, kompletnie nie akceptując jego własnych emocji. Młoda kobieta zmaga się z traumami po dzieciństwie z agresywnym, uzależnionym od alkoholu ojcem, wytykającym jej wszystkie błędy, mającym jej za złe, że istnieje, z matką, która nie próbowała ich ratować, a jedynie usprawiedliwiała zachowania swojego męża. Nakład stresu, spowodowanego szybkim trybem życia, mniejszymi lub większymi traumami z dzieciństwa, nieprzewidzianą ciążą, później przeistoczoną w poronienie, wywołuje rozdźwięk między bohaterami. Oczekują od życia rzeczy zarówno podobnych, jak i kompletnie różnych. Nie potrafią znaleźć chwili na uspokojenie się, na odetchnięcie. Nie mogą przez to zrozumieć swoich traum i pogodzić się z nimi. Z każdym dniem poziom ich stresu zwiększa się, obwiniają się o wszystkie złe rzeczy, kierują na samych siebie słowa będące wcześniej bronią ich rodziców. Ciężko im o ciszę i chwilę spokoju.

 

Na końcu odzywa się perkusistka. Komentuje sztukę mówiąc, że w życiu trzeba znaleźć tę ciszę, ten spokój. Nie wiemy, jak dalej potoczyły się losy młodych aktorów, czy udało im się osiągnąć sukces, czy zdecydowali się na dziecko, czy pokonali swoją przeszłość. Dowiadujemy się jednak czegoś o wiele ważniejszego, z pozoru banalnego, ale niedocierającego do świadomości ludzi. Nie da się ignorować przeszłości, przeć do przodu bez chwili przerwy, bez oddechu i mieć nadzieję, że wszystko ułoży się samo, bez naszego wkładu i decyzji. Nie da się też żyć w pełni, jednocześnie wciąż przykładając uwagę do oszczerstw i wymagań reszty społeczeństwa. Trzeba samemu dokonywać wyborów, podejmować trudne decyzje, gdyż wpływa to zarówno na życie nasze, jak i otaczających nas osób i to właśnie my musimy za nie wziąć odpowiedzialność.


11:11, 22 stycznia 2020