W świecie pustym…

„Sacrum – sfera świętości. Wokół niej koncentrują się wierzenia, obrzędy i praktyki religijne. (…) Siedzibą sacrum może stać się wszystko, nawet zwykłe przedmioty; miejsca czy osoby mogą otrzymać tę właściwość lub ją utracić.”

Natalia Kubiś // recenzja powstała w ramach prac Klubu Recenzenta NT

 

W świecie pustym, pozbawionym kolorów, pełnym chłodnej bieli – wręcz odechciewa się żyć. Człowiek jest rzucany rekinom na pożarcie, a napotykane na drodze wyzwania oraz inne czynniki wpływające na jego psychikę sprawiają, że zaczyna się dusić. Jedynym ratunkiem, zbawieniem, okazuje się tlen. Życiodajny pierwiastek, który pozwala odetchnąć z ulgą pijąc pierwszy łyk kawy o poranku, patrząc na promienie słońca przebijające się przez ponure chmury albo, gdy w ostatniej chwili wbiegamy do odjeżdżającego autobusu. Te ulotne chwile pozwalają osiągnąć chwilowy błogostan, znikają wszystkie problemy i człowiek staje się nie do pokonania w swoim mikrowszechświecie. To tlen jest powodem, dzięki któremu codziennie witamy nowy dzień i mamy motywację, żeby się z nim zmierzyć. Ale co ma sacrum do jakiegoś pierwiastka chemicznego? Odpowiedź brzmi: w obu można się obsesyjnie zatracić.

„Tlen” autorstwa Iwana Wyrypajewa na scenę NT w Słupsku przeniosła Aleksandra Skorupa. Publiczność poznaje niepozornie prezentującego się Saszę z małej wioski. Chłopak, w którego wciela się Wojciech Marcinkowski, jest w trakcie przesłuchania w sprawie morderstwa. Z upływem wydarzeń dowiadujemy się, jaką rolę w przedstawieniu odgrywa tytułowy tlen, czym on jest dla bohatera i co jest w stanie poświęcić, aby go dostać. Spektakl jest przesycony moralnością, socjologiczną problematyką i brutalną codziennością. To wszystko znajduje swoje odzwierciedlenie w religijnej (chrześcijańskiej) symbolice. Od początku jesteśmy konfrontowani z – jak mogłoby się wydawać – przejrzystą treścią przykazań kościelnych, które przez głównych bohaterów są notorycznie łamane. Sasza jest tego jak najbardziej świadomy, choć dalej brnie w poszukiwaniach źródła czystego tlenu. Ale czym on dla niego tak właściwie jest? Sasza stawia sobie tlen, jako podstawową wartość, bez której nie może żyć. Znalezienie tej właściwej, bogatej w tlen kobiety znaczy dla niego coś więcej niż jedynie posiadanie emocjonalnej potrzeby. W jego przypadku jest to coś znacznie groźniejszego, bo podchodzi już pod sfery – egzystencjalną i duchową. Tlen jest jego sacrum, a Sasza z wielkiego miasta (Monika Janik) należała do jego dawców. Oprócz przykazań, które ciągle o sobie przypominają podczas rozmowy Saszy z prowincji z policjantką, kolejnym ważnym symbolem religijnym jest jabłko. Jabłko niezgody, owoc poznania dobra i zła – przyczyny okropnych wydarzeń. Powód kłótni, sporów i pojawienia się grzechu na świecie. Próbując owocu – poznajesz, czym jest życie. Za prawdę, która zostaje ci przekazana – musisz zapłacić odpowiednią cenę.

Nie wiemy, kiedy dokładnie dzieje się akcja spektaklu, co nie oznacza, że brak w niej problemów, z którymi spotykamy się na co dzień. Przewija się tu między innymi kwestia molestowania dzieci przez księży czy nauczycieli, o czym powinno się mówić częściej, bo to ciągle stanowi ogromny problem w naszym społeczeństwie. W akompaniamencie zespołu Ze Velocipedes oraz przy mrugającym świetle, publiczność na własnej skórze może odczuć emocje towarzyszące bohaterom przy bardziej emocjonalnych scenach. Muszę przyznać, że nie dane mi było uczestniczyć w przedstawieniu na żywo, przez panującą w kraju i na świecie sytuację związaną z koronawirusem, ale dzięki Nowemu Teatrowi zobaczyłam „Tlen” przez internet. Mimo, że nie było mnie na widowni, mogłam na własnej skórze odczuć atmosferę, jaka panowała przy nagrywaniu go.

Sacrum to bardzo niebezpieczne zjawisko. Kiedy coś staje się dla nas ważniejsze niż moralność, możemy natrafić na konsekwencje naszych czynów. Nie pozwólmy, aby sacrum odebrało nam rozum, bo wszystko ma swoje granice. Bardzo chętnie zobaczyłabym „Tlen” po raz drugi, tym razem na żywo. Może udałoby mi się dostrzec więcej symboli, zakodowanych znaczeń ukrytych między wierszami, niż za pierwszym razem.

Natalia Kubiś / klub Recenzenta / 31-03-2020


14:02, 5 maja 2020