Teatr jest taki, jacy są ludzie

8 września 2017 roku odbyła się w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku premiera spektaklu „Nocny autobus” Michała Walczaka w reżyserii Tomasza Kaczorowskiego. Spektakl powstał w koprodukcji z sopockim Teatrem Boto, gdzie przedstawienie zostanie uroczyście pokazane po raz pierwszy 24 września. Z reżyserem spektaklu, stypendystą Prezydenta Miasta Sopotu oraz stypendystą Marszałka Województwa Pomorskiego (spektakl został zrealizowany dzięki w/w stypendiom) rozmawia Tomasz Krajewski.

Redakcja: Skąd pomysł na zrealizowanie dramatu „Nocny autobus” autorstwa Michała Walczaka w Nowym Teatrze im. Witkacego?

Tomasz Kaczorowski: Pomysł narodził się pierwotnie, jako projekt realizacji kameralnego spektaklu w Teatrze Boto w Sopocie. Przedstawienie miało ukazać zastaną rzeczywistość nocnego życia miasta, w tym wypadku Sopotu, który uchodzi za stolicę nocnego życia Trójmiasta, dostałem na tę realizację stypendium od Marszałka Województwa Pomorskiego i Miasta Sopotu. Jednocześnie pojawił się pomysł kooperacji z Nowym Teatrem w Słupsku. Od pewnego czasu obserwuję tutejszy zespół, postanowiłem skontaktować się z dyrektorem Dominikiem Nowakiem, który zgodził się na współpracę przy realizacji. Temat nocnego życia dużego miasta, rozciągnęliśmy pomiędzy Sopot a Słupsk.

R: Głównymi postaciami dramatu jest para młodych ludzi – w twoim spektaklu bohaterami jest jednak para nieco dojrzalsza.

TK: W tekście Walczaka nigdzie nie ma informacji o wieku bohaterów, jednak z języka jakim się posługują można wysnuć takie przypuszczenie. Ponieważ tekst „Nocnego autobusu” jest poetycki, momentami absurdalny postanowiłem to przewartościować. Dialog dwojga bohaterów nie prowadzi ich do klasycznego rozwiązania. Jego realizacja na scenie wymaga oderwania go od realistycznej sytuacji, która się narzuca jako pierwsza – czyli rozmowy na przystanku autobusowym. Dzięki obsadzie złożonej z doświadczonych aktorów, przenosimy temat spektaklu ponad doraźną krytykę współczesnego, szybkiego życia ukazując samotność jako uniwersalny problem międzypokoleniowy. Aktorzy oddadzą ten aspekt snując dwa oddzielne monologi na temat sytuacji, która tylko być może zaistniała.

R: Jak wyglądał twoja praca nad tekstem i jak próbowałeś przekazać swoją wizję na scenie?

TK: Zazwyczaj jako reżyser sięgam do swoich własnych tekstów. Dosyć rzadko zdarza się mi natrafić na jakiś dramat, który tak bardzo mnie „nakręci”, że chcę go zrealizować. Tak właśnie było z pozycją Walczaka. Tekstem operującym językiem rwanym, poetyckim, absurdalnym. Jego forma pozwala nam na próbach oderwać się od sytuacji realistycznych, skupiamy się na słowie. Staramy się wydobywać śmieszne fragmenty jak i zawarty przez autora rytm, skupiamy się na szukaniu zapisanych sensów – samotności ludzi w mieście.

R: Jesteś mocno związany z Pomorzem i północną Polską. Czy to przypadek, że działasz głównie w tej części kraju i czy wiążesz z tym regionem swoją przyszłość.

TK: Pomorze jest dla mnie wyjątkowym miejscem, pochodzę z Sopotu. Bardzo się cieszę, że mam możliwość realizować swoje pierwsze projekty w rodzinnym regionie. Wcześniej w Słupsku był wystawiany mój tekst „Las Villas”. Wiele projektów realizowałem w Trójmieście, tak się akurat złożyło że większość mojej działalności skupia się na północy, ale zrobiłem również spektakl w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu. Krąg miejsc, w których tworze swoje przedstawienia, stale się zwiększa. Staram się wsłuchiwać w rytm miast i ludzi w różnych częściach Polski, bo teatr jest taki, jacy są ludzie.


11:03, 19 września 2017