Teatr potrzebny jak Tlen?

Czy byłam kiedyś na Małej Scenie słupskiego teatru? Nie, wcześniej nie.
Czy jestem przyzwyczajona do bliskości aktorów, takiej, że widać krople potu na ich czołach? Nie.
Czy taka bliskość sprawia, że odbieram wypowiedzi aktorów jak kierowane do mnie? Tak.
Czy ta iluzja rozmowy sprawia, że bardziej odbieram to, co mówią? Chyba. Nie wiem. Mam mieszane odczucia.
Czy czuję się, jak gość w salonie dwójki osób, trochę jak podglądacz i podsłuchujący? Tak.
Czy znam się na rosyjskim teatrze współczesnym? Nie, ale miło było obejrzeć ten spektakl, żeby czegoś się o nim dowiedzieć.
Czy „Tlen” to teatr tradycyjny? Nie.
Czy przypomina mojego ukochanego Szekspira? Chyba tylko mocą dialogu i potęgą uczuć uniwersalnych, takich jak miłość i szaleństwo.
Czy minimalistyczna scenografia sprawia, że skupiamy się bardziej na przekazie? Tak.
Czy muzyka podkreśla to, co dzieje się na scenie? Tak, ale trochę jak w sitcomie, gdzie nagrany śmiech sugeruje żart.
Czy Biblię można jeszcze do czegoś wykorzystać? Można. I to w całkiem „świecki” sposób.
Czy informatyk to nowy zawód w teatrze? Tak. Nie widziałam od dawna sztuki, w której nie są wykorzystywane rzutniki i multimedia.
Czy multimedia coś zmieniają? Tak. Potrafią podkreślić nastrój, dopowiedzieć pewne treści. Kiedy aktorzy milczą, przemawiają nagrania rzucane na ściany.
Czy skromne, zwyczajne kostiumy odbierają coś sztuce? Nie. Są naprawdę dobre. Pokazują, że jesteśmy w przestrzeni zwykłych ludzi z problemami takimi, jak nasze.
Czy przebranie się Moniki Janik w biały cerkiewny strój coś zmienia? Tak. Dodaje jej mocy i potęgi. Widać, że to ona wie, co jest lepsze, co jest prawdą. To ona prowadzi mężczyznę na ścieżkę do Tlenu.
Czy miłość nie jest tematem zużytym i oklepanym? Jak widać, można o niej mówić cały czas.
Czy historie Aleksandra i Aleksandry zrobiły na mnie wrażenie? Tak. Myślę, że zostaną ze mną, ale nie tak, jak Romeo i Julia. To nie są tragiczni kochankowie naszych czasów. To są ludzie gotowi poświęcić wszystko dla miłości, wszystko totalnie, nawet moralność.
Czy rozumiem, czym jest Tlen według Wyrypajewa? Tak. Taką mistyczną energią, do której każdy z nas ma prawo walcząc o swoje szczęście.
Czy spektakl przypomina trochę koncert z happeningiem? Dla mnie tak. Wyobrażam sobie, że można go rozegrać w naprawdę różnych miejscach. Wystarczy, że będzie na tyle cicho, aby słychać słowa aktorów.
Czy przeraził mnie manekin leżący na scenie? Tak.
Czy zszokował mnie sok jabłkowy i skórki pomarańczy rzucane na podłogę? Tak.
Czy ten spektakl zrobił na mnie wrażenie? Tak.
Czy warto wyjść z domu na „Tlen” i przeżyć ten spektakl wraz z innymi? Zdecydowanie tak.
Karaia Shen / Klub recenzenta / ZSP nr 1 w Słupsku

Karaia Shen / Klub recenzenta / ZSP nr 1 w Słupsku


12:13, 4 lipca 2018