„Szekspir to jednak Szekspir”

SZEKSPIR TO JEDNAK SZEKSPIR”

Recenzja „Kupca weneckiego”

16 lutego w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku o godzinie 18:00 widownia na Dużej Scenie była zapełniona. Wszyscy zebraliśmy się zobaczyć premierowy spektakl „Kupca weneckiego”, dramatu Szekspira, który wyreżyserował Szymon Kaczmarek. Główne role zagrali: Monika Janik (Porcja), Wojciech Marcinkowski (Bassanio), Krzysztof Kluzik (Antonio) i Igor Chmielnik (Shylock). Gościnnie pojawili się Kacper Sasin (Lorenzo), Anna Kończal (Jessica) i Sławomir Głazek (ojciec Porcji). Adam Jędrosz został weneckim dożą i sędzią w procesie. Wybranie przekładu Stanisława Barańczaka pozwoliło na mówienie do widowni nadal poetyckim, ale bardziej zrozumiałym i uwspółcześnionym językiem, niż np. ma to miejsce w przekładzie Leona Ulricha. Scenografią, bardzo symboliczną i nowoczesną, zajęła się Kaja Migdałek. Opracowanie muzyczne zawdzięczamy Żelisławowi Żelisławskiemu.

O czym jest „Kupiec wenecki?” Nie jest to pytanie oczywiste. Inne dramaty Szekspira łatwiej podsumować: „Otello” jest o zazdrości, „Makbet” o władzy, a „Romeo i Julia” o miłości. „Kupiec wenecki” dotyczy i zazdrości, i władzy, i miłości, i dodatkowo jeszcze całej gamy uczuć, które niełatwo uchwycić i nazwać. „Kupiec wenecki” pokazuje historię Porcji, młodej, pięknej i bogatej panny z Belmontu, której ojciec w testamencie nakazał poślubić tego mężczyznę, który otworzy jedną z trzech szkatuł i znajdzie w niej portret dziewczyny. Budzi to oczywiście sprzeciw i w Porcji i w odbiorcach, bo nie godzi się zdawać swojego szczęścia i przyszłości na losowość i przypadek. Do Porcji zaleca się wielu młodzieńców z całego świata, od Szkocji po Maroko, ale tylko jednemu udaje się wybrać właściwą szkatułę. Jest nim Bassanio, młody Wenecjanin, którego w pierwszej scenie widzimy na plaży z przyjaciółmi. Dzięki wsparciu przyjaciela Antonia Bassanio zdobywa fundusze na pokrycie długów i zaloty do Porcji. Pieniądze pożycza od Żyda Shylocka, z którym Antonio podpisuje umowę z zastawem w postaci funta własnego ciała wyciętego w okolicy serca. Wydaje się, że Antonio jest bezpieczny, ponieważ jego liczne okręty pływają z towarami po całym świecie i mają wrócić z zyskiem jeszcze przed upływem miesiąca od końca umowy. Ale tak się nie dzieje. Szczęśliwy Bassanio, który zdobył panią swojego serca, biegnie na proces sądowy przyjaciela. Shylock żąda przez obliczem majestatu doży weneckiego wykonania postanowień umowy, ponieważ termin spłaty długu już minął. Na naszych oczach odbywa się proces, w którym Shylock nie chce przyjąć nawet podwójnej sumy pożyczonych dukatów, ale ostrząc nóż żąda możliwości wycięcia ciała Antonia. Antonio wydaje się pogodzony z losem i jest gotów na tak naprawdę wyrok śmierci. Doża wenecki nie ma wyboru, ponieważ nie może uchylić postanowień umowy, aby nie narazić weneckiego handlu i jego systemu prawnego gwarantującego tak wielkie powodzenie lokalnej gospodarki z obywatelami całego świata. Załamany Bassanio wielokrotnie wyraża swój przeciw w trakcie procesu. Pojawia się na nim przysłany przez Porcję młody prawnik, który pełni funkcję asystenta sędziego. Tym prawnikiem jest Porcja w przebraniu. W elokwentny sposób, powołując się na przepisy weneckiego prawa, uniemożliwia wycięcie ciała Antoniowi tłumacząc, że Żyd ma prawo do wycięcia ciała, ale nie może przy tym uronić ani kropli krwi dłużnika. Kiedy Shylock chce się wycofać i wziąć pieniądze, Porcja wskazuje na przepis, który uniemożliwia mu to. Dodatkowo oskarża go z paragrafów nakładających kary na cudzoziemców chcących zaszkodzić Wenecjanom. Pozbawia go majątku, a jego życie składa w ręce doży. Doża daruje mu życie, ale odbiera majątek. Po tym dramatycznym procesie Bassanio i Antonio chcą podziękować młodemu prawnikowi. Bassanio nie rozpoznaje w nim swojej dopiero co poślubionej żony i oddaje pierścień, którego przyrzekł nigdy nie zdejmować z palca, jak długo jego miłość do Porcji trwać będzie. Wszyscy wracają do Belmontu. Porcja doprowadza do konfrontacji z Bassaniem i ujawnia swoją rolę w procesie. Przyjmuje jego przeprosiny, chociaż wydaje się, że piękna wizja małżeńskiego szczęścia już została zachwiana. Finałowa scena przedstawienia (której nie ma w oryginale Szekspira) to chrzest Szajloka przyjmowany z rąk Bassania i Antonia. Nienawiść i zapalczywość Żyda tłumaczy jeszcze wątek poboczny obecny w sztuce. Jego córka Jessica ucieka z młodym Lorenzem, przyjacielem Bassania i Antonia, jednocześnie okradając ojca. Prowadzi hulaszczy tryb życia w innym mieście, trwoniąc ojcowskie dukaty, a potem zjawia się w domu Porcji i tam zostaje ze swoim ukochanym. W wersji Szekspira nie widać zgrzytów między Jessiką a Lorenzem, może poza sceną przy księżycu, w której Lorenzo wygłasza piękne poetyckie porównania „W taką noc…” nawiązując do wielkich historii miłosnych z historii i mitologii, a Jessica odpowiada mu odwołując się do losów czarownic i morderczyń. W spektaklu Szymona Kaczmarka Lorenzo bije Jessikę i niszczy meble, wpada w szał, o czym nie ma mowy u Szekspira.

W stosunku do oryginału ograniczono liczbę postaci. Nie ma służby i licznej świty przyjaciół Antonia, ale przedstawienie na tym nie traci. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że dzięki temu akcja i napięcia międzyludzkie są bardziej skrystalizowane. Zachowano język Szekspira, którym posługują się postaci grające na scenie. Scenografia jest współczesna, tzn. w pierwszej scenie widzimy betonowe falochrony symbolizujące morskie wybrzeże, a w tle trzy kontenery pomalowane na złoto, srebro i ciemną szarość. Symbolizują one szkatuły pozostawione przez ojca Porcji. Na każdej z nich znajduje się napis-zagadka. Złota szkatuła głosi: „Kto mnie wybierze, zyska to, czego wielu z nas chce”. Srebrna twierdzi: „Kto mnie wybierze, tyle dostanie, ile jest wart”. Na ołowianej napisano: „Kto mnie wybierze, musi poświęcić wszystko, co ma”. Te białe napisy wymalowane farbą na kontenerach jarzą się w scenicznych ciemnościach i apelują do widza na długo przed rozpoczęciem akcji i zawiązaniem się konfliktów. Są jak rebusy, które trzeba rozwiązać. Wprowadzają dodatkowy element napięcia i zaciekawienia. Co znajduje się w szkatułach? Która jest właściwa? Tego jeszcze nie wiadomo. Po lewej stronie sceny w innym kontenerze jest magazyn Szajloka, pełen kartonów po kobiecych kosmetykach. Po antrakcie widzimy scenografię sądu, który tworzą zwykłe biurowe szare krzesła ustawione w odpowiednim porządku, stoły jak szkolne ławki i biała karta papieru z powieszonym krzyżem symbolizująca ścianę. Scenografia nie jest mocno rozbudowana, ale ciekawa i funkcjonalna. W jednym z kontenerów znajduje się pokój Porcji, wypełniony różowymi pluszowymi tkaninami i pomponami.

Ciekawe są również wykorzystania multimediów w spektaklu. Monika Janik jako Porcja gra zamknięta w kontenerze, w którym postawiono stanowisko z kamerą i dwoma mikrofonami. Nie widzimy Moniki z widowni jako aktorki w zamkniętym kontenerze, ale jej twarz w ogromnym zbliżeniu pojawia się na ekranie wiszącym nad sceną. Wydaje się, że jej monologi i dialogi dzieją się w czasie rzeczywistym i nie były nagrane wcześniej. Dodatkowo każdemu z zalotników Monika odtwarza kasetę na wideo z nagraniem umierającego ojca (Sławomir Głazek), z rurką tlenową wokół twarzy, który wygłasza przesłanie do delikwenta otwierającego szkatułkę. Kasety video, ekran, dwa mikrofony, pełne zbliżenie – to wszystko pozwala dostrzec nawet z ostatniego rzędu emocje malujące się na twarzy Moniki, a później również Wojciecha Marcinkowskiego jako Bassania.

Kostiumy są współczesne. Bassanio i Antonio są ubrani w dobre włoskie garnitury i skórzane sandały. Porcja nosi najpierw różową suknię z szyfonu w stylu koszuli nocnych z lat 60-tych, a następnie męski złocony wzorzysty garnitur. Szajlok jest początkowo z ortalionowym dresie i tylko pejsy wskazują na jego pochodzenie. Jego córka Jessika nosi czarne legginsy i czarną tunikę, a następnie przebiera się przed ucieczką za chłopca w czarnej bejsbolowej kurtce i czarnej czapce z daszkiem. Po ucieczce nosi dość wyzywające czerwone szorty i gorsetowy top. W scenie sądu poza togami widzimy współcześnie ubraną protokolantkę w białej bluzce i czarnej spódnicy oraz sądowego strażnika w mundurowej koszuli i granatowych spodniach. Tylko wtedy Shylock pojawia się w tradycyjnym stroju żydowskim. Bohaterowie palą papierosy w trakcie przedstawienia.

Muzyka w opracowaniu Żelisława Żelisławskiego podkreśla wymowę tego, co dzieje się na scenie i również jest mieszanką utworów klasycznych, takich z początku XX wieku i całkowicie współczesnych. Wyrzutom, które Szajlok wygłasza do widowni, oskarżając nas o antysemityzm, towarzyszy buntowniczy hip-hop. W domu Porcji odtwarzane są włoskie operowe pieśni. W finałowej scenie chrztu Szajloka słychać „Personal Jesus”, które zostaje w głowie widzów opuszczających budynek teatru.

Światło jest rzucane na osoby mówiące w różnych miejscach sali, podkreśla nastrój, gaśnie przy zmianie scen. Delikatnie oświetlone przez całą pierwszą część przedstawienia pozostają napisy-zagadki na kontenerach, które jakby wołały do widza o podjęcie decyzji i dokonanie wyboru.

Najlepszym elementem przedstawienia według mnie była jednak gra aktorska. Naprawdę zachwyciła mnie i zaciekawiła scenografia i oprawa muzyczna, ale tylko dzięki genialnemu warsztatowi aktorów na koniec wstałam i zaczęłam bić brawo na stojąco. Obsadzenie Moniki Janik w roli Porcji jest najlepszą decyzją tego spektaklu. Nie tylko fizycznie odpowiada opisowi oryginału (wijące się złote loki), ale dzięki złożoności i wysokiej inteligencji tej postaci Monika mogła pokazać spektrum silnej, wspaniałej, inteligentnej młodej kobiety, która doskonale odnajduje się między niewolą ojcowskiego testamentu, przebłyskami wielkiej miłości, realizmem związku małżeńskiego i niuansami systemów prawnych. Jest bogata i piękna, ale przede wszystkim mądra. Zbliżenia w postaci mówienia wprost do kamery i wyświetlaniu tego obrazu na ekranie nad sceną pozwala nam docenić każdą zmianę mimiki i nastroju odgrywaną przez Monikę. Dodatkowo przychodzi taki moment w przedstawieniu, w którym chodzi ona ze smartfonem po scenie, a obraz z tego telefonu jest wyświetlany widzom na ekranie. Ciekawy, filmowy efekt, przypominający klimat kręcenia dokumentu. Jej genialną parą aktorską jest Wojciech Marcinkowski w roli Bassania. Młody, niefrasobliwy, pełen radości z życia i przekonania o własnym sprycie Wenecjanin postanowił zdobyć rękę Porcji i tego właśnie dokonuje. Jest też dobrym i oddanym przyjacielem. Tak, jak i w oryginale dramatu, nie do końca wiadomo (NIE MA NIGDZIE TEGO NAPISANE WPROST), czy Bassaniowi zależy przede wszystkim na pieniądzach Porcji, czy na jej samej. Aby ją zdobyć, ucieka się do podstępu. Każdy z zalotników Porcji przed wybraniem szkatuły musi złożyć przysięgę, że jeżeli nie znajdzie portretu dziewczyny, odejdzie natychmiast, ale też nigdy nie oświadczy się żadnej innej kobiecie przez całe swoje życie. Ten warunek odstrasza wiele europejskich książątek, z czego cieszy się Porcja, bo żaden z nich jej nie odpowiadał. Każdy z zalotników zobowiązuje się również do zachowania tajemnicy wyboru, to znaczy nie przekaże nikomu, którą szkatułę wybrał. Bassanio postanawia przechytrzyć system i przez szkatułami staje trzykrotnie. Jako ciemnoskóry książę z Maroka wybiera złotą szkatułę, a jako stary kulejący szlachcic – srebrną. Obie okazują się niewłaściwym wyborem. Zjawia się zatem po raz trzeci, jako on sam – Bassanio, i wybiera ołowianą, w której znajduje się portret Porcji. Tym samym zdobywa jej rękę i pocałunek (przepiękna scena zagrana właśnie w głębi kontenera). Wojciech Marcinkowski świetnie oddaje energię, inteligencję, humor i zaangażowanie tej postaci, zwłaszcza jego przyjaźń, wdzięczność i poświęcenie wobec Antonia. My, widzowie, rozpoznajemy w zalotnikach Bassania, ale u Szekspira nie ma wprost powiedziane, że książę Aragonii czy książę Maroka to Bassanio we własnej osobie właśnie. Monika i Wojciech są wspaniale uzupełniani przez Krzysztofa Kluzika w roli Antonia, który świetnie odnajduje się w roli włoskiego eleganckiego kupca-dżentelmena. Igor Chmielnik miał przed sobą do zagrania chyba najbardziej antypatyczną postać w tym przedstawieniu. Shylock nie jest miły i pełno w nim gniewu, nienawiści, żądania sprawiedliwości, chciwości. Nikt nie lubi Shylocka, nawet jego własna córka od niego ucieka. Igorowi udaje się pokazać tę budzącą wrogość i niechęć widowni postać w sposób, który jednocześnie żąda od widowni uznania Żydów za równych chrześcijanom, takich samych ludzi, którzy cierpią tak samo i krwawią tak samo. Tak też się dzieje. Kiedy w finałowej scenie na jego głowę leje się woda, jest złamanym człowiekiem, pozbawionym swojej dumy i buty, które doprowadziły go do tej klęski. Kacper Sasin i Anna Kończal świetnie przerzucają się ripostami i poetyckimi kwestiami dialogowymi Lorenza i Jessiki, natomiast nie rozumiem, dlaczego reżyser wprowadził w ich losy element zażywania narkotyków, nagrywania filmu smartfonem czy przemocy małżeńskiej. Nie do końca rozumiem, co to miało wnieść do przedstawienia. Być może reżyser zauważył w oryginale Szekspira mikronapięcia między tymi postaciami, które postanowił uwypuklić w realizacji scenicznej? Adam Jędrosz i Sławomir Głazek grają role epizodyczne w przedstawieniu i jako tacy prezentują po prostu dobrą grę aktorską.

„Kupiec wenecki” to złożona sztuka Szekspira, pełnia niedomówień. Sam tytuł można interpretować jako odnoszący się do Shylocka, Antonia czy też do ojca Porcji. Reżyser przenosi niedopowiedzenia na scenę pozostawiając je widzowi do uzupełnienia lub dokładając swoje elementy wskazujące na własną interpretację wskazówek Szekspira. Nie da się nawet powiedzieć, że jest to komedia albo tragedia. Chociaż zakończenie jest (teoretycznie) dla Antonia szczęśliwe, Shylock ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Młodzi małżonkowie: Porcja i Bassanio oraz Jessika i Lorenzo znajdują szczęście w swoich ramionach, a ich przyszłość materialna jest zabezpieczona. Ale na ich miłości pękają rysy, który być może z czasem doprowadzą do nieszczęścia. I te rysy, te pęknięcia, tą zgorzkniałość, wyrzuty, brak zaufania, brak oddania widać już w pierwszy godzinach ich wspólnych nowych dróg życiowych. Sceny komiczne, dwuznaczne, sprośne przeplatają się z tragicznymi, smutnymi, gorzkimi. Dialogi i monologi postaci pełne są najpiękniejszej poezji rodem z szekspirowskich sonetów. Mądrość Porcji wywyższa ją nad inne kobiece postaci Szekspira, a jej realizacja sceniczna w wykonaniu Moniki Janik zasługuje na główną nagrodę.

Podsumowując, po 14 miesiącach działania Klubu Recenzenta i oglądania produkcji Nowego Teatru pod dyrekcją Dominika Nowaka chciałabym stwierdzić jedno. Ja już nie umiem wyjść z teatru i powiedzieć: „Podobało mi się/Nie podobało mi się”, bo w każdej sztuce dostrzegam elementy interesujące (lub nie), intrygujące, ciekawe zabiegi i sztuczki i zastanawiam się nad ich interpretacją. Nad każdym przedstawieniem myślę przynajmniej tydzień po jego obejrzeniu. Czasami wydaje mi się, że brakuje mi wiedzy, która pozwoliłaby zrozumieć zastosowaną zmianę czy gest, ale zauważam je i wiem, że są na scenie celowo. 16 lutego 2019 roku o godzinie 20:50 stojąc na przystanku doszłam do wniosku, że Nowy Teatr i jego przedstawienia to coś zupełnie innego, zupełnie nowego, za każdym razem odkrywające inny element rzeczywistości, który na co dzień umyka. To Sztuka przez duże Sz, Teatr przez duże T, które otwierają na inne myślenie i inne przestrzenie umysłu.

Czy warto iść na „Kupca weneckiego” do Nowego Teatru? Oczywiście. Obowiązkowe dla fanów Szekspira i dla tych, którzy lubią pomyśleć.

A Szekspir to jednak Szekspir.

Anna Maria Rozenek / Klub Recenzenta / 23.02.2019


18:51, 23 lutego 2019