Stęskniona dusza autora

Potęga tych słów sprawia, że zgromadzeni pod sceną milkną i niedługo potem przenoszą się razem z aktorami do kraju, za którego wolność tysiące ludzi przypłaciło niegdyś życiem.

Natalia Kubiś // tekst powstały w ramach pracy Klubu Recenzenta NT

„Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie, ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię stracił” – tymi wzruszającymi, znanymi każdemu Polakowi słowami, Gerwazy rozpoczyna sztukę. Na widowni nikt nie ośmiela się odezwać. Nie słychać najmniejszego szeptu, przemykającego między ludźmi. Potęga tych słów sprawia, że zgromadzeni pod sceną milkną i niedługo potem przenoszą się razem z aktorami do kraju, za którego wolność tysiące ludzi przypłaciło niegdyś życiem. Razem ze stęsknioną duszą autora, treść słynnej epopei Adama Mickiewicza na scenę Nowego Teatru w Słupsku przenosi Dominik Nowak (reżyser spektaklu). Inwokacja kończy się, a my zagłębiamy się w historię o ostatnim zajeździe na Litwie.

Znajdujemy się na dworze jednego z litewskich szlacheckich rodów. Czas akcji można łatwo określić poprzez – przede wszystkim – archaiczny język, jakim posługują się bohaterowie oraz stroje stworzone na wzór tych, upodobanych sobie przez dziewiętnastowieczną szlachtę. Można tutaj jeszcze mówić o kulturze sarmackiej, która powoli wychodziła już z mody, a jednak ciągle stanowiła element polskości. Poznajemy bohaterów wybuchowych, głośnych, charakternych, lubujących się w awanturach, ucztach  oraz niemałej ilości alkoholu. „Pan Tadeusz” przesycony jest staropolskimi tradycjami i zwyczajami szlacheckimi. Razem ze bohaterami z Soplicowa, na własnej skórze doświadczamy napiętej atmosfery, jaka panowała na polowaniach. Dowiadujemy się, co miało grzybobranie do starania się o względy kobiety albo, co oznaczało podanie czarnej polewki adoratorowi córki. Wielowątkowość tej sztuki sprawia, że automatycznie pojawia się dużo ponadczasowych motywów: motyw morderstwa, kary, pokuty, służby ojczyźnie i Bogu, jak i miłości, gdzie dwa skłócone rody, niczym w „Romeo i Julii” ostatecznie godzą się, ulegając i nie ingerując w siłę płomiennego uczucia dwojga ludzi.

Całość rozgrywa się między słupami i kolumnami wykonanymi z siatki, które imitują wnętrze posiadłości, pałacu albo zamku. Stałym elementem jest również długi stół, przy którym spożywa się posiłki (widział on pewnie niejedną kłótnię biesiadników). Muzyka, którą zajął się Bolesław Rawski, pojawiała się w kluczowych dla spektaklu momentach, przykładowo: zakończenie aktu pierwszego i początek drugiego. Moją uwagę przykuł jeden konkretny utwór. Drugi z Nokturnów op. 9 Fryderyka Chopina mogliśmy usłyszeć w tle przy Inwokacji, rozpoczynającej spektakl oraz przy fragmencie „O roku ów!”, kończącym go. Za każdym razem, słysząc ten utwór odczuwam dziwną, nieokreślonej przyczyny tęsknotę. Wierzę, że efekt był przez Chopina zamierzony, ponieważ Nokturny powstawały, kiedy mieszkał w Paryżu. Jestem pewna, że myślał on o Polsce z utęsknieniem, tak samo jak Mickiewicz i wiele innych Polaków przebywających na emigracji. Co ciekawe, utwory wydano tego samego roku, w którym autor epopei osiadł w Paryżu na stałe. Nie nazwałabym przypadkiem tego, że drugi Nokturn znalazł się w najckliwszych momentach sztuki. Daje to bardzo ładny, nostalgiczny efekt końcowy. Dodatkowo, ogromnym pozytywem spektaklu są interakcje aktorów z publicznością, kiedy każdy mógł poczuć się ważny dla rozwoju wydarzeń oraz za tzw. „comic relief”, przez co nie była to kolejna nudna adaptacja literackiego klasyku. Naprawdę przyjemnie się to oglądało.

Na świecie ciągle toczy się walka z koronawirusem. Na szczęście Nowy Teatr nie pozwala mi się nudzić w moich czterech ścianach. Perypetie Sopliców i Horeszków zna niejedno pokolenie. Po dziś dzień epopeję omawia się w polskich szkołach. Nie wszystkim udało się przebrnąć przez wersję książkową, więc dużo osób ucieka się do alternatyw. Uważam, że nowoteatralny  „Pan Tadeusz” to świetne rozwiązanie dla takich osób. Sama od niedawna przerabiam dzieło Mickiewicza i zanim sięgnęłam po wersję papierową – dałam szansę jego teatralnemu odpowiednikowi. Nie żałuję, bo dostałam wspaniałą lekcję o polskiej kulturze, patriotryźmie i przebaczaniu bliźnim.


14:04, 5 maja 2020