Sprawiedliwość nie była obecna podczas rozprawy

Można by pomyśleć, że głównym wątkiem w całym przedstawieniu jest miłość Bassania i przepięknej Porcji, lecz to wątek wzajemnej nienawiści Żydów i chrześcijan napędza fabułę.

Recenzja spektaklu “Kupiec wenecki” w reż. Szymona Kaczmarka autorstwa Natalii Mleczko, uczestniczki Klubu Recenzenta NT

„Kupiec Wenecki” to przedstawienie, które od początku, zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Mgła unosząca się w powietrzu, jak i bileterki w maskach nadawały bardzo pozytywnego klimatu i, tak jak sądziłam, sam początek był bardzo przyjemny dla oka. Kiedy zobaczyłam wbiegającego na scenę w kąpielówkach, mokrego pana Wojciecha Marcinkowskiego, nie mogłam się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. Od samego początku wiedziałam, że postać grana właśnie przez pana Wojciecha przypadnie mi do gustu i się nie myliłam. Zostaje nam przedstawiona historia dziewczyny – młodej Porcji, która będzie odgrywała bardzo ważną rolę w przedstawieniu, a mianowicie kobietę, o którą będzie się ubiegał nie mało kto. Poznajemy ten fragment bardzo nietypowo, ponieważ jest nam to pokazane za pomocą projektora. Myślę, że był to bardzo ciekawy zamysł, by urozmaicić spektakl i dać aktorom czas na szybką zmianę kostiumów. Spektakl zaczyna się od sceny na plaży. Poznajemy relację między dwoma mężczyznami, którzy na pierwszy rzut oka wydawają się tylko przyjaciółmi, lecz nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków, w końcu bohaterzy są Włochami i ich relacja może po prostu wydawać się nam bliższa, niż jest naprawdę. Po krótszej rozmowie dowiadujemy się, że właśnie nasz bohater o imieniu Bassanio będzie chciał ubiegać się o rękę Porcji, co wydaje się nie lada wyzwaniem przez wolę jej zmarłego ojca, więc młody chłopak potrzebuje pieniędzy, by zrealizować swój cel. Antonio, jego dobry przyjaciel postanawia pomóc mu, zapożyczając się u lichwiarza, nie zważając na skutki niespłacenia długu. Okazuje się, że lichwiarz bardzo dobrze zna Antonia i za nim nie przepada. Można by pomyśleć, że głównym wątkiem w całym przedstawieniu jest miłość Bassania i przepięknej Porcji, lecz to wątek wzajemnej nienawiści Żydów i chrześcijan napędza fabułę. Kiedy mężczyźni ściskają sobie dłonie, zostaje nam przedstawiona kolejna historia dwojga zakochanych, która dla przebiegu zdarzeń będzie bardzo istotna. Córka lichwiarza postanawia sprzeciwić się swojemu ojcu i uciec z ukochanym, co przysporzy wiele problemów Żydowi Schylock ’owi.

Po krótkiej przerwie, w drugiej części spektaklu dochodzi do rozprawy sądowej, podczas której wszystko powinno dziać się zgodnie z prawem, jednak porównując to z naszymi czasami, można stwierdzić, że sprawiedliwość nie była obecna podczas rozprawy. Kiedy już myślimy, że Antonio przegrał i będzie musiał oddać zastaw za pożyczkę w postaci funta swojego ciała, okazuje się, że obrońca wyciąga coraz to kolejne prawa weneckie, które prowadzą do tego, że Schylock traci wręcz wszystko. Stracił swoją córkę, która uciekła z chrześcijaninem, cały dobytek, a co najgorsze – został zmuszony do ochrzczenia, co było dla niego największą karą. Ekspresja postaci, jaką ukazał nam Igor Chmielnik (Shylock) podczas chrztu, była wręcz zniewalająca. Koniec przedstawienia bardzo mnie poruszył, ledwo powstrzymywałam łzy i właśnie przez ten fragment chciałabym bardzo pogratulować panu Igorowi – wzbił się na wyżyny sztuki aktorskiej.

Scenografia była bardzo ciekawie skomponowana, było wiele szczegółów, na których można zawiesić oko, a rekwizyty i ubrania aktorów bardzo mi się spodobały, w szczególności przypinka flagi LGBT przy marynarce pana Wojciecha. Mimo, że muzyka czasem nie pasowała mi do przedstawianej sytuacji, to w większości nadawała lżejszy klimat.

„Kupiec Wenecki” to spektakl, który utkwi mi w pamięci, ekspresja aktorów, wspaniałe stroje i uczucia, które we mnie wywołano, zostaną ze mną jeszcze przez dłuższy czas. Bardzo dobrze się bawiłam i nawet nie zauważyłam, kiedy sztuka dobiegła końca.


09:30, 7 lutego 2020