Słupski „Horror Show”

W Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku trwają próby do spektaklu „Horror show” na podstawie powieści Łukasza Orbitowskiego – tegorocznego laureata Paszportu Polityki. O świecie giełd i bazarów niewielkiego miasteczka z muzyką hiphopową w tle rozmawiamy z reżyserką Aniką Idczak i autorem adaptacji scenicznej Markiem Mardosewiczem.

horror-plakatNowy Teatr: Jesteś laureatką konkursu dramaturgiczno-reżyserskiego „Polowanie na motyle”. Na swój debiut reżyserski na scenie Teatru Ochoty wybrałaś trudny tekst „Zimnej niż tu”, a mimo to w spektaklu nie skupiłaś się wyłącznie na temacie umierania. Lubisz reżyserskie wyzwania?
Anika Idczak – Dużo łatwiej było mi pracować z tekstem, który sama przełożyłam, bo mogłam go dogłębnie poznać i „odangielszczyć”. Z racji tego, że temat śmierci jest mi niestety bliski, to stał się on jedynie zapalnikiem do opowiedzenia historii rodziny przyłapanej w momencie ostatecznym. Podjęłam walkę, czy raczej dokonaliśmy tym spektaklem próby mówienia o śmierci w innej, niż nabożna, tonacja. Wydaje mi się, że tylko osoby, które są bezpośrednio w umieranie zaangażowani (mam na myśli doświadczenie odchodzenia kogoś bliskiego) mogą pozwolić sobie na dowcipkowanie na ten temat.
NT: Powieść „Horror show” klasyfikowana jest jako horror. Jakie wątki z oryginalnej fabuły powieści zostaną przedstawione na scenie?
Marek Mardosewicz – Ważnym motywem w spektaklu jest układanka, którą główny bohater musi ułożyć, żeby wszystko stało się jasne i klarowne – żeby zakończyć horror. My przenosimy ten rebus na scenę. Chcemy, aby to widz odkrywał kolejne elementy i sam je układał. Ten motyw z powieści jest dla nas niezwykle intrygujący – zbieranie poszlak, fragmentów zagadki, po to, żeby móc odkryć prawdziwy horror show. Taki znajdujący się pod tymi kulturowymi i na pierwszy rzut oka oczywistymi sprawami. Próbujemy odkryć współczesny horror. Współczesny „Horror Show”, bliski każdemu, chowający się z tyłu głowy lęk. Nie ma się czego bać – u nas duchy i upiory straszą tylko na scenie. Ale czy tylko?
NT: Jaką formułę przyjmie spektakl? Czy będzie to widowisko muzyczne, a może spektakl taneczny? Intryguje mnie zastosowanie jako tła muzyki hip-hopowej.
Anika Idczak – Kiedy dostałam propozycję tworzenia spektaklu z hip-hopem, przypomniał mi się od razu spektakl wybitnego i szanowanego przeze mnie reżysera, który zatrudnił cudownych aktorów i dobrego rapera, ale to nie zadziałało na scenie. Dlatego sama będę się starać nadać opowieści hip-hopowi ton, podobną tematykę i flow, a nie przerywać spektaklu wstawkami muzycznym. W przedstawieniu wykorzystam na pewno utwór Ludomira Wiśniewskiego, ale z racji tego, że to będzie jego debiut dla szerszej publiczności, to pozwolę sobie nie zdradzać szczegółów.
NT: Fabuła „Horror show” rozgrywa się w Krakowie, jednak zaułki podobne do tych opisanych przez Łukasza Orbitowskiego można spotkać w każdym mieście. Sądzisz, że „Horror show” spodoba się widzom w Słupsku?
Anika Idczak – Mam nadzieję, że się spodoba, bo uważam, że mieszkańcy Słupska, to wdzięczna, jednak wymagająca publiczność. Kraków został odczarowany przez Łukasza Orbitowskiego z tych powidoków artystowskiej bohemy i magicznego splendoru. „Horror Show” jest raczej wycieczką do najciemniejszych i wstydliwych miejsc, do których nie ściąga się turystów. Giełda była swego czasu w każdym mieście – czy to Stadion X-lecia w Warszawie czy Manhattan w Inowrocławiu. Takie Małe Chicago – państwo w państwie każdego miasta, gdzie życie toczy się zupełnie innymi prawami, a sweter z szetlandu można kupić za 47 złotych.
NT: Dziękujemy za rozmowę.


14:53, 24 listopada 2016