Recenzja spektaklu „Biedermann i podpalacze” w ramach Klubu Recenzenta

Spektakl pt. ,,Biedermann i podpalacze” to sztuka, napisana przez Max’a Frisch’a. Opowiada o panu Biedermannie i dwóch podpalaczach, którzy przyszli do jego willi. Biedermann pozwala im spać na strychu, daje im jedzenie, wierząc, iż nie są oni podpalaczami, jedynie potrzebującymi pomocy bezdomnymi. Dwaj mężczyźni nie kryją się ze swoimi zamiarami. Przynoszą beczki z benzyną na poddasze, rozwijają sznury do zapalania, rozrzucają spłonki po kątach. Gospodarz nie dopuszcza do siebie myśli, iż jego goście mogą być groźni. Żartuje z ich szczerych wypowiedzi i traktuje jak okazję do pokazania światu, że różnice klasowe nic dla niego nie znaczą. W końcu to, że on, Biedermann, jest prezesem wielkiej firmy, nie oznacza, że nie może bratać się ze zwykłymi ludźmi. Tak samo jego żona, pani Babette Biedermann (w tej roli Bożena Borek). Pomimo iż jest chora na serce i przeciwna obecności niepożądanych gości pod swoim dachem, pozwala im zostać. Nie potrafi wprost powiedzieć Schmitzowi, aby się wynosił. Zamiast tego towarzyszy mu przy śniadaniu nawet wtedy, kiedy on wyciera zasmarkany nos w jej najlepsze futro.
Ciekawą sceną pozornego pogodzenia się klas jest kolacja, na którą państwo Biedermann zapraszają Schmitza i Eisenringa. Co ciekawe, zapraszają ich ze strychu do salonu. Pan Biedermann chcąc, aby goście z niskiej klasy czuli się dobrze, każe służącej Annie pozbyć się obrusa, srebrnych sztućców, kryształowych miseczek do obmywania palców. Przynosi swoje najlepsze wina z piwnicy i otwiera wszystkie trzy. Przy stole w trakcie kolacji Schmitz jest zadowolony z prostej zastawy i obyczajów, ale byłego szefa kelnerów – Eisenringa – nie zadowala taki poziom wieczerzy. Co chwila zwraca uwagę Gottliebowi i jego służącej, Annie, aby przyniosła to, czego brakuje: serwetki, obrus, miseczki, aż wreszcie świeczniki. Widać wyraźnie, w jaki sposób piroman zdobywa władzę nad panem domu i jego żoną. Jest to oczywiście sytuacja dość absurdalna, bo żaden szanujący się człowiek nie pozwoliłby sobie na tak idiotyczne zachowanie w obliczu gości. Ale właśnie o tym jest „Biedermann i podpalacze”, o tym, jacy jesteśmy naprawdę, a jakie maski przyjmujemy w kontaktach z innymi ludźmi.
Według mnie spektakl był świetny. Aktorzy bardzo dobrze odegrali swoje role. Jednak najważniejszy dla mnie był scenariusz. Podobał mi się, ponieważ za maską zwykłego spektaklu ujawniał wiele ciekawych, psychologicznych aspektów. Pan Biedermann, usilnie odtrącał tak oczywiste fakty, jak posiadanie w domu podpalaczy. Dlaczego? Przecież widział beczki, sznur ciągnący się po domu. Dwoje podpalaczy wiecznie zadawało niewygodne pytania, np. czy pożyczy im zapałki? Igor Chmielnik wciela się w ciekawą rolę Willy’ego, który wiedział, jak ma rozmawiać, jak manipulować gospodarzem. Ta postać była aktorem w swojej własnej sztuce. Willy był mistrzem perswazji. Swoimi słowami potrafił przekonać Biedermanna do wszystkiego. Jego kamrat Schmitz (w tej roli Dominik Nowak, dyrektor Nowego Teatru) również się go słuchał.
Sztuka miała w sobie to ,,coś”. Ukryte przesłanie dotyczące życia w kłamstwie i patrzenia prawdzie prosto w oczy zostało idealnie przedstawione w tym spektaklu. Dochodzi do tego wspaniała gra aktorska. Był to jeden z lepszych spektakli, jakie miałam przyjemność oglądać.
Klub Recenzenta / Karaia Shen – ZSP nr 1 w Słupsku / 21.12.2017


09:11, 3 stycznia 2018