Recenzja spektaklu „Biedermann i podpalacze” – Karolina Prusiecka z ZSP nr 1 w Słupsku

Dnia 02.12.2017 w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku odbyła się premiera spektaklu Biedermann i podpalacze. Autorem sztuki jest Max Frisch – pisarz, który swoją twórczością poruszył serca i umysły wielu odbiorców. W reżyserowaniu swoją pomocą służył Torsten Münchow. 
 
Spektakl opowiada o zamożnym biznesmenie panu Biedermannie (Jerzy Karnicki), który ulega podstępom podpalaczy (Dominik Nowak, Igor Chmielnik) i gości ich w swoim domu. Wiedząc, że w okolicy panuje okres pożarów i niebezpieczeństwa, mężczyzna godzi się na przyjęcie podejrzanych gości. Podświadoma intuicja, namowy żony (Bożena Borek) i dwuznaczne aluzje rzucane ze strony podpalaczy nie przekonują Biedermanna do usunięcia niechcianych gości. Historia ukazuje perypetie głównych bohaterów w żartobliwy, aczkolwiek dający do myślenia sposób. Spektakl kończy się płonącym domem Biedermanna uzmysławia odbiorcom, jak podstępna może być istota ludzka (normalna? a może psychicznie chora? to autor pozostawia do interpretacji odbiorcom).
  
Aktorzy naszego słupskiego teatru bardzo realistycznie odegrali powyższy dramat. Rozpoczynając premierę organizatorzy zadbali o to, aby widzowie już przy wejściu do teatru poczuli klimat ognia. U stóp schodów prowadzących do budynku można było podziwiać pokazy akrobatów z palącymi się pochodniami. Występujący ucharakteryzowani byli w kolorystykę czerni, co nadawało im niezwykłości i dziwności. Pozy, jakie wykonywali z żarzącymi się palami, wzbudzały w przechodniach strach i lęk, ale również podziw i zaskoczenie. Szybko skaczące iskry ognia budowały tajemniczy i magiczny nastrój. W tle dało się słyszeć uderzenia bębnów, co było idealnym uzupełnieniem pokazów. Kierując się do szatni teatru można było otrzymać pamiątkowy podarunek. Były to specjalnie zaprojektowane na tę okoliczność zapałki, które miały symbolizować tytułowych podpalaczy. Dzięki temu pięknemu upominkowi na długo nie zapomnę tego wydarzenia. 

Zajmując miejsce na sali teatralnej czułam podekscytowanie i wielką ciekawość. Moją uwagę przykuła piękna sceneria ukazująca coś na wzór willi. Rekwizyty były świetnie dobrane i na pierwszy rzut oka wyglądały jak normalne meble. Dopiero w czasie spektaklu okazało się, że większość z nich to dobrze zakamuflowane beczki. Scena była przestronnie zagospodarowana, co ułatwiało zrozumienie dramatu.  

Nagle zadzwonił dzwonek, zgasły światła, a na scenę wszedł człowiek ubrany w wodoodporną odzież. Mogłam wywnioskować, że był to strażak, którego grał Krzysztof Kluzik. Jego gra aktorska, sposób mówienia i poruszania już od pierwszych chwil zainteresował widzów. Wprowadzając oglądających w historię, skłaniał do refleksji, jak ważną i ciężką pracę wykonują nocni strażnicy. W tle było słychać odgłosy syren strażackich, dzwonów alarmowych i głosy charakteryzujące noc. Po lewej stronie, tuż nad sceną wisiała tablica, na której wyświetlane były dialogi po niemiecku. Dzięki temu polscy widzowie mogli uczyć się języka, a niemieccy rozumieć rozmowy aktorów. Ku mojemu zdziwieniu po przedstawieniu słychać było wiele rozmów niemiecko-polskich, co było bardzo miłe. Organizatorzy zadbali o to, aby ludzie posługujący się językiem, w którym został napisany dramat, także mogli raczyć się tym pięknym wystąpieniem. 

Po wprowadzeniu przez strażaka widzów rozpoczęła się akcja. Tytułowy pan Biedermann, którego grał Jerzy Karnicki, bardzo wczuł się w swoją rolę. Swoje uczucia i emocje wyrażał bardzo dosadnie, dzięki czemu widzowie mogli wspólnie przeżywać jego problemy. Bardzo podobała mi się jego gra aktorska, gdyż cały czas przykuwała uwagę tak, że widz ani na moment nie oderwał oczu od przedstawienia. Podpalacze, których grali Dominik Nowak i Igor Chmielnik, nadawali całości spektaklu nutkę żartobliwości i sarkazmu. Kiedy tylko rozpoczynali swoją grę, cała sala zaczynała się śmiać i klaskała okazując uznanie. Aktorzy bardzo dobrze odegrali swoje postacie, stosując zabawne gesty jak machanie parówką czy sarkastyczne gry słowne, które wprawiały w zakłopotanie pana Biedermanna. Postacie poboczne, czyli żona tytułowego bohatera (Bożena Borek) i służąca (Monika Janik) także pozostały w mojej pamięci. Spektakl uważam za bardzo udany. Spełnił moje oczekiwania, a nawet wypadł lepiej, niż myślałam. Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła ponownie wybrać się na przedstawienie w wykonaniu słupskich aktorów.
  
To wydarzenie skłoniło mnie do głębszych refleksji skupiających się nad tym jak bardzo ludzie podatni są na wpływy innych, mimo że widzą zło i odczuwają złe emocje związane z niektórymi decyzjami. To przedstawienie uzmysłowiło mi, że trzeba podejmować decyzje zachowując trzeźwy umysł i nie dać się omamić manipulacji. 
 
 
Karolina Prusiecka / ZSP nr 1 w Słupsku / Klub recenzenta


15:03, 22 stycznia 2018