PIERWSZY POWIEW „TLENU”

Na osobie, która teatrem zainteresowała się dopiero niedawno „Tlen” wywarł niesamowite wrażenie. Jest to spektakl zdecydowanie nowatorski i niekonwencjonalny, właściwie eksperyment rosyjskiego pisarza Iwana Wyrypajewa. Reżyser – Aleksandra Skorupa – obrała sobie za cel wersję z duetem, zagranym przez Wojciecha Marcinkowskiego oraz Monikę Janik, a muzykę na żywo grał zespół Ze Velocipedes.
Autor postanowił stworzyć świat wypełniony po brzegi licznymi odniesieniami, toposami oraz rzucającymi się w oczy powtórzeniami. To właśnie one sprawiają, że przedstawienie posiada pewien rytm i spójność. W pewnym momencie zapamiętujemy ciągle powtarzane frazy i mimowolnie mówimy je bezgłośnie wraz z postaciami. Nadają one wręcz groteskowy i mistyczny klimat. Akcja prawie w ogóle nie ustaje. Aktorzy praktycznie cały czas stoją, wyłączając sytuacje, kiedy to opowiadają o przeszłości, budując głębię fabularną. Jest to osobliwe i o wiele bardziej tajemnicze niźli mieliby przed nami odgrywać wspominane wydarzenia. Opowiadają o pewnym chłopaku z małego miasta, który postanawia zamordować własną żonę łopatą. Moment ten może napawać grozą. Twierdził on, że zrobił to z powodu braku Tlenu w jej trzewiach, określił ją jako “beztlenowca”. Zabił ją bez żadnych skrupułów, po czym tańczył z radości, za przyczynę podając nowo poznaną dziewczynę z dużego miasta, Saszę, bowiem prawdziwa miłość wymaga poświęceń. Cała dalsza część sztuki krąży wokół tej sprawy. Chłopak ten nade wszystko pragnie tego mistycznego Tlenu, a to właśnie Sasza jest w stanie mu go zapewnić. Zachwycony pragnie ją zdobyć, a wraz z nią swój skarb. Tytułowy Tlen, pojawiający się w pierwszych minutach spektaklu i zostający z nami aż do zakończenia, nie jest do końca sprecyzowanym pojęciem, pozwalając widzom na wolną interpretację. To coś, czego wszyscy pragną, coś nieosiągalnego, uzależniającego, traktowane jak marzenie senne, ściśle powiązane z wolnością, ludzkimi żądzami oraz miłością do siebie, innych i do całego świata. Jest życiem samym w sobie, życiem dobrym i spełnionym. Jest uosobieniem „carpe diem”, czymś tak oczywistym i niezbędnym jak prawdziwy tlen, ale też niebezpiecznym, bo jego nadmiar uzależnia, skłania do przedawkowania i tym samym – śmierci. Trzeba z nim bardzo uważać, uzależnienie od przyjemności uczyni nasze życie szarym, a wtedy posuniemy się do wszystkiego, aby poczuć Tlen w naszych płucach.
„Tlen” porusza bardzo dużo spraw bliskich każdemu człowiekowi. Jest to sztuka uniwersalna i każdy może w niej znaleźć cząstkę siebie. Brak cenzury i nader prawdziwe opowieści szokująco przedstawiają nam dzisiejszy świat. Ponadto odniesienia do Biblii w postaci dziesięciu przykazań budują mistyczny i bliski nam światopoglądowo klimat.
Nadia Bordewicz / Klub Recenzenta / ZSP nr 1 w Słupsku


12:53, 4 lipca 2018