Odmienny stosunek do miłości

…oddychające pełnią życia, posiadające dwóch tancerzy w klatce piersiowej.

Natalia Mleczko  // recenzja powstała w ramach prac Klubu Recenzenta NT

 

Mimo oglądania w domowym zaciszu, przedstawienie pod tytułem „Tlen” wywarło na mnie spore wrażenie. Kolejny raz mogłam oglądać grę aktorską duetu składającego się z Wojciecha Marcinkowskiego i  Moniki Janik, którzy ponownie wywarli na mnie ogromne wrażenie, (po raz pierwszy miałam przyjemność ich poznać w sztuce „M-2”).

Sama kompozycja przedstawienia była według mnie bardzo podobna w obu przywołanych przeze mnie spektaklach. Głównie tyczy się to opowiedzianego wstępu i ciekawej gry rekwizytów, które na pierwszy rzut oka nie były ważne. W spektaklu zostały poruszone dość ciekawe i kontrowersyjne tematy. Również sposób wypowiadania się bohaterów zupełnie różnił się od pozostałych spektakli, jakie widziałam. Wulgaryzmy użyte podczas rozmów dobrze odzwierciedlały uczucia bohaterów, jak i  ton głosów aktorów. Kolokwialne wyrażenia w tym przedstawieniu wcale nie były złe, wręcz miały pozytywne wybrzmienie, ponieważ pasowały do opowiadanej historii i sposobu bycia bohaterów. Scenografia była dość prosta – pełna bieli, ale czasem też wyrazistych kolorów, jak żółty sweter Pana Wojciecha. Tak jak wspomniałam, rekwizyty odgrywały tu dość ważną rolę, np. manekiny, dzięki którym tłumaczono śmierć niektórych postaci.

Tematem przewodnim była religia. Można było to łatwo odkryć, ponieważ bohaterowie często wspominali o przykazaniach, i tłumaczyli, jakie instrukcje do społecznej koegzystencji one dają. Słowo tytułowe, czyli „TLEN” w sztuce miało wiele znaczeń. Pierwszym przykładem było określenie swojej partnerki. Jeśli kobieta była „bez Tlenu” oznaczało to, że nie zadowala swojej drugiej połówki. Osoby piękne, zabawne i wspaniałe pod każdym względem według bohatera były określane, jako „te z Tlenem”, czyli oddychające pełnią życia, posiadające dwóch tancerzy w klatce piersiowej.

Zachowania przedstawionych postaci bardzo mnie dziwiły –  miały one zupełnie inne spojrzenie na moralność. Posiadanie wielu partnerów seksualnych, których nie obdarzało się miłością nie było problemem, a wręcz codziennością. Oczywiście kobieta i mężczyzna mieli odmienny stosunek do kwestii miłości. Kobieta darowywała kawałek swojego serca każdemu partnerowi seksualnemu, a mężczyzna nie mógł kochać się z kimś bez miłości i nie obdarzał nią ludzi zbyt często. Przez różne poglądy i charaktery dochodziło do wielu sprzeczek i ciągłych dyskusji, które pod koniec nie doprowadziły do szczęśliwego zakończenia. Końcówka spektaklu jest taka sama jak początek – zostaje opowiedziane, co się wydarzyło, jaki był los bohaterów „Tlenu”.

To, co nie do końca grało w sztuce, to przedstawienie miłości. Czasami wręcz przerysowane, ale mające w sobie ziarno prawdy. Zdrady są obecne w życiu człowieka, lecz skrajna obojętność do uczuć i namiętności mnie przytłaczała. Może to nie wina przedstawienia, a raczej realiów naszego świata, których jeszcze na szczęście nie doświadczyłam w pełni.


14:03, 5 maja 2020