Ludzi trzeba lubić, teatr kochać

Wioletta Stolarczyk jest koordynatorem pracy artystycznej w Nowym Teatrze im. Witkacego. Pracuje również w Dziale Promocji i Sprzedaży Spektakli. Ze słupskim Teatrem związana od wielu lat. Swoją przygodę ze sztuką rozpoczęła bardzo wcześnie, a pracę w słupskim Teatrze jeszcze za czasów Teatru Dramatycznego, przed jego zamknięciem. Po zamknięciu Teatru Dramatycznego pracowała w Krakowie, Warszawie, jednak kiedy reaktywowano scenę w Słupsku, wróciła i jest tu do dnia dzisiejszego. Oto co opowiedziała o swojej pracy:
„Na początku zostałam zatrudniona w Dziale Promocji i Sprzedaży, jednak z biegiem czasu doszło mi więcej obowiązków, między innymi koordynacja pracy artystycznej. Promocja i sprzedaż to taka działka w teatrze, która pozwala na kontakt z ludźmi – co uwielbiam. Przez lata wypracowałam sobie bazę danych i ogromną radość sprawia mi, że przez ten cały czas moi widzowie chętnie do nas przychodzą, przyprowadzają rodziny, znajomych, dzieci, organizują grupy. Lubią nasz teatr, nasz repertuar, dobrze się u nas i z nami czują. Jest to wielka nagroda za naszą pracę. Dzięki takim znajomościom z widzami nie raz udało nam się wypełnić widownię spektakli, które z różnych powodów cieszyły się mniejszą popularnością wśród widzów. Na przykład znajomy wojskowy „Pan Kapitan” zawsze przyprowadzał całą grupę żołnierzy, kiedy była taka „potrzeba chwili”. Lubił, gdy zwracałam się do niego per Panie Generale. Dzięki znajomościom z nim wiele razy mieliśmy uratowany spektakl, a do tego pięknie prezentowała się grupa żołnierzy ubrana w mundury wojskowe.
Stanowisko koordynatora pracy artystycznej wiąże się ze ścisłą współpracą z Dyrektorem Artystycznym Teatru, w takich zadaniach jak: miesięczny repertuar teatru, czy wspólne ustalanie planów pracy (aktorów na etacie obowiązuje tygodniowy plan pracy ale z aktorami współpracującymi muszę być w stałym kontakcie i w miarę wcześnie informować ich o planach i spektaklach, w których grają). W poprzednich sezonach artystycznych przygotowywaliśmy sporo spektakli muzycznych bądź kilku obsadowych, gdzie obsada składała się przede wszystkim z aktorów gościnnych. Wielokrotnie odbywały się castingi do głównych ról, które również od samego początku musiałam organizacyjnie przygotować i w finale brać w nich udział wraz z twórcami danego spektaklu. Na swojej wieloletniej drodze zawodowej spotkałam wielu reżyserów, scenografów, choreografów, twórców oraz aktorów. Z wieloma zawarłam bliższe znajomości, które trwają do dziś pomimo, że każdy z nas jest w innym miejscu, z innymi kontakt utrzymuje przez Facebooka, choć nie raz nasze drogi zawodowe się krzyżują.
Lubię ludzi jestem osobowością pootwieraną, ciekawą świata. Dlatego praca na tym stanowisku sprawia mi ogromną frajdę. Udaje mi się łączyć pracę z pasja, a to bardzo cenne.
Po długiej przerwie, kiedy ponownie otwarto Teatr w Słupsku wszyscy pracownicy stanowili bardzo zgraną ekipę, przyszło nam ponownie tworzyć kulturę, nadawać naszej instytucji kształt. Nie liczyło się czasu pracy, stworzyliśmy sami sobie system zadaniowy. Trzeba było zrobić robotę to siedzieliśmy wieczorami. Wspieraliśmy się, lubiliśmy. Dla mnie był to drugi dom, druga rodzina. Czasy się niestety zmieniły, życie się pozmieniało i co za tym idzie, ludzie również. Kultura jest słabo dotowana, brakuje pieniędzy niemalże na wszystko. Naturalnie z sentymentem wspominam to, co było ale też z nadzieją spoglądam na to, co będzie i wierzę, że będzie dobrze. Miejsce to ludzie, a ludzie są w Nowym w porządku. Mamy fajny zespół i wspólnie nadal będziemy bawić widzów, tworzyć, skłaniać do refleksji, ponieważ to widz jest dla nas najważniejszy!
Nasz teatr prześladuje wiele trudności technicznych. Jako jedyny teatr w Polsce dzielimy się Dużą Sceną z inną placówką kultury, z Filharmonią. Jest to ogromne utrudnienie. Na przykład przed naszą najnowszą premierą, planowaną na czerwiec na Dużą Scenę wejdziemy dopiero 3 dni przed terminem premiery. Tułamy się po rożnych salach, próbujemy w zaprzyjaźnionych instytucjach kultury. Nie ma więc mowy o spokojnej pracy, skoro ustawienie scenografii i świateł będzie miało miejsce praktycznie w ostatniej chwili. Częsty brak dostępu do sali spowodował, że Nowy Teatr dużo jeździ po Polsce ze swoimi spektaklami. Od lat współpracujemy z agentem, który organizuje nam wyjazdy na Śląsk. Październik, listopad i grudzień to dla nas bardzo gorący okres.
1 – 2 tygodniowe wyjazdy są fajne ale bardzo ciężkie. Przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego, zwłaszcza dla ekipy technicznej to bardzo trudne zdanie. Chłopaki nocami montują scenografię, ustawiają światła i zaraz po rannym spektaklu demontują, żeby dalej wyruszyć w drogę. Trochę jak Cyganie w taborze. Środowisko ludzi teatru jest bardzo specyficzne, szczególnie aktorzy ze swoją wrażliwością. Trzeba o nich dbać, upewniać się parokrotnie, czy wszystko zakodowali, czy wiedza o której jest próba, o której spektakl, czy wiedzą o wyjeździe. Czasami należy ich budzić bo na przykład zaspali na próbę. Osobiście uważam, że każdy aktor powinien mieć swojego osobistego asystenta. Muszę wykazać się przynajmniej tolerancją ich charakterów, o sympatii do nich nie wspomnę… Licząc przy okazji na ich tolerancję dla mnie, bo jak wiadomo „kto się nie myli, ten nic nie robi”. Lubię ich i oni zapewne o tym wiedzą, bo inaczej cały ten dynamit na jaki składa się mieszanka ludzi pracujących w naszym teatrze, wybuchłaby!
Przez lata mojej pracy posiadam w swojej pamięci mnóstwo rożnych anegdotek.. Na razie nie będę ich wspominać, bo mogę niechcący kogoś urazić i nie każdy pewnie życzy sobie aby o nim wspominać… Kiedyś jednak wydam tomik anegdotek z naszego teatru. Kiedyś…! Pojawiają się również setki sytuacji niezależnych od nas. Wyjazd na Ukrainę na festiwal i paranoidalne przepisy panujące w tym kraju… Gościnny konsul polsko-ukraiński, kiedyś o mały włos nie doszło do aresztowania naszego aktora, który za budynkiem teatru w jednej z miejscowości na Śląsku palił papierosa w epokowym kostiumie… Pani Capuletti paląca papierosa na usteckiej ławeczce w skarpetkach „antyseksach”. Takich historii nie da się zliczyć.
Bywało również niebezpiecznie. Graliśmy kiedyś spektakl „Ferdydurke”, na który przybyła grupa młodzieży z Ośrodka Szkolno–Wychowawczego. Miałam dyżur na spektaklu. Chłopcy siedzący w pierwszych rzędach przeszkadzali, hałasowali. Weszłam na salę z zamiarem uciszenia ich, na co zareagowali agresją. Spektakl przerwano, poprosiłam grupę tych chłopców o wyjście. Wyszli ale zachowywali się w stosunku do mnie bardzo agresywnie. W mojej obronie stanął Pan Strażak, który również miał dyżur podczas tego przedstawienia. Rozpoczęła się słowna przepychanka i oczekiwanie na wezwaną Policję. Niestety smutne w tej historii było to, że żadna z opiekunek tej grupy nie zareagowała. Ostatecznie cała awantura przybrała nieoczekiwany obrót. Udało nam się uspokoić chłopaków i okazało się, że są to młodzi ludzie z fajnym potencjałem na życie ale nikt nie dał im szansy, nie posłuchał, co mają do powiedzenia. Od dziecka skazani na krytykę… Szkoda. Czasami sobie o nich przypominam ale nie o tym miało być, tylko o mojej pracy.
W pigułce opowiedziałam już sporo ale nie wszystko. Tyle lat pracy nie da się wspomnieć w krótkim streszczeniu. Mam mnóstwo wspomnień, wypieram złe, pozostawiam dobre. Pracuje tutaj bo lubię ten Teatr i tych ludzi. Mam nadzieję, że będę tutaj jeszcze długo, do emerytury daleko. Choć życie jest takie nieprzewidywalne…
Mijający sezon był dla nas wszystkich bardzo trudny i stresujący. Nie mieliśmy szefa i do końca nie wiedzieliśmy, co z nami będzie. Teraz już mamy Dyrektora i liczę na to, że będzie dobrze.
Pracując w teatrze w dużym gronie ludzi, ważną rzeczą są imprezy integracyjne. Ciągle to powtarzam, że należy robić więcej spotkań, dawać ludziom możliwość rozmowy na luzie. Dyrekcja teatru powinna o tym pamiętać, ponieważ nic tak nie łączy ludzi, jak wspólne wyjście na grilla.
Zaś na koniec nie mogłabym nie wspomnieć o moich współpracownikach z Działu Promocji… Tylko co tu wspominać, Wy przecież wszystko wiecie!”


15:24, 13 czerwca 2016