Las Villas

23-ego września 2016 roku w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku odbędzie się premiera spektaklu „Las Villas” Tomasza Kaczorowskiego w reżyserii Piotra Siekluckiego. Spektakl powstaje w ramach koprodukcji słupskiej sceny z Teatrem Nowym w Krakowie, która rozpoczęła się ogłoszeniem konkursu na dramat inspirowany życiem i twórczością Violetty Villas. Z reżyserem Piotrem Siekluckim, scenografem Łukaszem Błażejewskim spektaklu oraz odtwórczynią tytułowej roli Hanną Piotrowską rozmawia redakcja Nowego Teatru.

moj-teatrRedakcja Nowego Teatru: Dlaczego Violetta Villas?
Piotr Sieklucki: Temat Violetty Villas chodził po mojej i Łukasza Błażejewskiego głowie już od kilku lat. Podejmowaliśmy różne próby, ale bez skutku. W końcu odezwał się nasz kolega Dominik Nowak, który został dyrektorem Nowego teatru w Słupsku. Powiedział, że ma świetną aktorkę, która mogłaby zagrać Villas i tak wróciliśmy do tego cudownego tematu. Wspólnie z Dominikiem postanowiliśmy ogłosić konkurs na tekst inspirowany postacią Villas. Na konkurs zgłoszono blisko 50 utworów, które oceniała komisja w tymże składzie uzupełnionym o Tomka Kireńczuka kierownika literackiego Teatru Nowego w Krakowie a jednocześnie dyrektora programowego wrocławskiego Festiwalu Dialog. Wybraliśmy tekst „Las Villas” Tomasza Kaczorowskiego. Tekst, który dawał możliwość stworzenia spektaklu nie tylko biograficznego czy recitalowego, ale otwierał abstrakcyjną szansę wejścia w głąb duszy, ciemny las myśli Violetty Villas. Można więc powiedzieć, że temat VV w Słupsku wziął się od aktorki, która mogłaby odegrać tę rolę. Od Hani Piotrowskiej.
RNT: Pani Haniu, Violetta Villas chodziła po Pani głowie od zawsze?
Hanna Piotrowska: To był przypadek. Po prostu przyszłam do dyrektora i powiedziałam, że jestem dobra w parodiach i chętnie bym zrobiła Violettę Villas.
PS: ..i tutaj pojawił się pierwszy problem w naszej produkcji. Bo doszliśmy do wniosku, że to nie może być parodia, tylko kreacja…
HP: …o sto osiemdziesiąt stopni reżyser przewrócił moją wizję. Kompletnie do góry nogami. No i musiałam się podporządkować. Nastąpiła totalna zmiana. Zrobiliśmy spektakl na poważnie z elementami „do uśmiechu” można powiedzieć.
RNT: Kim dla Pani jest Violetta Villas?
HP: (bardzo długa pauza) Była dla mnie zawsze „dobrze” stukniętą osobą, jeśli tak w ogóle można powiedzieć… To sprawiało, że była niezwykle ciekawa. Przez to właśnie chyba jej wariactwo… Była na tyle ciekawa, że postanowiłam spróbować wejść w ten jej świat.Ja też zawsze byłam troszeczkę „szurnięta” więc mi to pasowało. Natomiast tak zupełnie wcielić się w Violettę Villas? Nie sądzę, żeby to było możliwe. To jest ikona. To jest osoba niepowtarzalna. Nie do podrobienia.
PS: Myślę, że dotykamy w spektaklu momentów autentycznie czarujących, kiedy mamy wrażenie że na scenę wchodzi prawdziwa Violetta Villas. Kiedy Hanka fenomenalnie śpiewa… Nie jest to sopran koloraturowy, ale… jest kilka takich scen, kiedy mam wrażenie udało nam się dotknąć wielkiej osobowości Violetty Villas. Osoby, śmiało to możemy powiedzieć, trochę niezrównoważonej, która nie mogła się odnaleźć w świecie ją otaczającym.
RNT: Łukasz – „Las” Villas? „Las Villas”? W jakim świecie zobaczymy bohaterkę?
Łukasz Błażejewski: Dla mnie Violetta Villas to przede wszystkim osoba barwna, niezwykła, kojarząca się z białym mercedesem, z płaszczem włosów, z czymś niesamowitym, fantastycznym, pięknym, trochę kiczowatym, ale przez to właśnie niezwykle ciekawym. Dla mojego pokolenia to jest ikona. Kolejna ikona, która została przez polską rzeczywistość zmiażdżona. Taką ją znamy. To, co nas zainteresowało, to moment w którym się stała bezbronna. Dlatego nie umieściliśmy ją w świecie neonów Las Vegas, złotych kotar i świetlistej estrady. Chcieliśmy wniknąć w jakąś szczelinę jej świadomości. Szczelinę gdzie jest wilgoć, mgła, czasem jest smutno czasem nostalgicznie .Kiedy Villas śpiewa staramy się „odwracać” jej świat, jej scenografię. Wskrzeszamy estradę sprzed lat, kiedy błyszczała.
RNT: Pani Haniu – rola życia?
HP: Hmm… aż boję się pomyśleć… Bo to by znaczyło, że nic ciekawego już mnie w życiu nie czeka. Niesamowita rola. Strasznie dużo mnie to kosztowało. Reżyser wie, ile łez wylałam… Dziękuję mu za to, że we mnie uwierzył, kiedy miałam straszny problem ze sobą. Kiedy nie do końca wierzyłam, że mogę to zagrać. Mam nadzieję, że efekt będzie zadawalający.
RNT: Jaka będzie Villas? Piękna? Zła? Straszna? Śmieszna?
PS: Chyba wszystkiego po trochę.  Taka, jaką była w życiu. Część Polski się z niej śmiała, część do niej modliła. Kiedy Violetta Villas w ostatnim jej skrawku życia wychodziła ze szpitala psychiatrycznego, to ludzie klękali przed nią i całowali jej stopy. Nie można zapominać, że Violetta Villas chciała być świętą! Chciała dołączyć do grona świętych. Miała nadzieję, że Karol Wojtyła ją beatyfikuje. Myślę, że zobaczymy i Violettę śmieszną, i smutną, i opuszczoną przez wszystkich, i zakochaną, i śpiewającą, i kiczowatą, i wzruszającą.
RNT: Jak zaprosilibyście Widza na ten spektakl?
PS: Mamy swoje wspaniałe gwiazdy. Nie musimy ich zadziobywać. Mamy swoje kolorowe ptaki… Czas Violetty Villas to okres smutnego PRL – i nagle ona, w białych futrach wchodziła do komunistycznych gomułkowskich bloków…
ŁB: …ten spektakl zabiera widza w podróż, przygodę która opowiada nie tylko o pięknej i fenomenalnie śpiewającej Violetcie Villas, ale również o jej momentach słabości. O tych momentach, które mówią o człowieku, nie o geniuszu. Którym swoją drogą była. Człowiekiem na granicy geniuszu i kiczu.
HP: Chciałabym, żeby ludzie uśmiechając się na tym spektaklu… Chciałabym uzyskać rodzaj subtelności, żeby publiczność się zaśmiała i jednocześnie doznała refleksji: dlaczego robimy sobie krzywdę. Dlaczego jesteśmy wrogami dla siebie, dlaczego jesteśmy dla siebie nie-braćmi..
ŁB: No teraz to Hanka gada jak prawdziwa Violetta Villas…

 


11:36, 23 września 2016