Kupiec wenecki 500 lat później

Kto by się spodziewał, że sztuka z XVI wieku będzie aż tak aktualna w XXI wieku? Co sprawia, że dzieło to przetrwało aż połowę tysiąclecia? Z pewnością jego spojrzenie
na utrwalone stereotypy, które w “Kupcu weneckim” sprowadzają się między innymi do płci oraz religii. Tytułowa postać to Żyd Shylock, który jest opluwany i nienawidzony
przez innych włoskich kupców. Wszyscy oni jednak prowadzą handel, korzystając z idealnej sytuacji i prawa panującego w Wenecji. Teoretycznie są sobie równi i tak samo zaangażowani w prowadzenie biznesu. W wersji Szekspira jednak widać niechęć Antonio i Bassania
do Shylocka, która bierze się nie tylko z zazdrości o bogactwo, ale również z uprzedzeń
na tle religijnym. Charakter Shylocka i jego upór w prowadzeniu sporu nie budziły
i nie budzą sympatii w widzach. Szymon Kaczmarek dodatkowo wprowadził w swojej wersji monolog Shylocka, granego przez Igora Chmielnika, skierowany do widzów, w którym tak wykorzystał słowa wielkiego dramaturga, aby oskarżyć nas o antysemityzm.

Płeć to kolejny temat dyskusji w sztuce. Chociaż pojawiają się w niej tylko dwie postaci kobiece, są o wiele silniejsze i mądrzejsze od mężczyzn, których decyzjom jednak muszą być poddane. W sztuce wyróżnia się postać Porcji (Monika Janik), która ze względu na wolę swego ojca, nie ma możliwości wybrania swojego męża. Jej partnerem zostanie ten, który wybierze odpowiednią szkatułę. W tym momencie widz mógł być świadkiem nieco niecodziennego rozwiązania, jakie spotyka się w teatrze, mianowicie monologi Porcji były wyświetlane na projektorze u góry sceny. Przyznam, że rozwiązanie to było ciekawe, jednak samo wykonanie, zamiast być wdzięczne i pełne seksapilu, było momentami niezręczne, w sensie peszyły mnie seksualne aluzje wyrażane gestami i mimiką. Bassanio, używając podstępu, wybiera właściwą szkatułę. Porcja, chociaż szczęśliwa, że spośród wszystkich kandydatów to jemu się to udało, to wciąż czuje się niedoceniona jako człowiek. Chcąc udowodnić swoją wartość, wybiera się do sądu, gdzie udając prawnika, ocala życie Antonia, wygrywając w genialny sposób sprawę. Porcja udowadnia, że kobiety w niczym nie ustępują mężczyznom, a Monika Janik fantastycznie ją zagrała, dzięki swojemu warsztatowi aktorskiemu i energii włożonej w to wcielenie nadała tej postaci jeszcze silniejszego charakteru.

W pierwszych scenach spektaklu Antonio – chrześcijanin pożycza od Shylocka – Żyda pewną sumę pieniędzy. Shylock zgadza się na pożyczkę, jednak wymaga jako zastawu jednego funta ciała Antonia, gdyby ten nie spłacił długu. Shakespeare, poprzez postać Antoniego, chce ukazać wyidealizowany obraz chrześcijanina, kosztem Shylocka, który przedstawiony jest jako bezduszny Żyd, potwierdzający krzywdzące stereotypy. Shylock chce, by ukarać Antoniego. Nie chodzi mu jednak o konkretnie Antoniego, ale chce w ten sposób poniekąd ukarać wszystkich chrześcijan w imię zemsty religijnej za lata braku szacunku i pogardy.

W pewnym momencie spektaklu Shylock wygłasza mowę. Nie do swojej córki, Antonia czy Bassania, ale do nas. Na sali zostają zapalone światła, a Shylock zwraca się już bezpośrednio do widzów, patrząc każdemu w oczy. W tym momencie sam widz czuje się, jakby stał przed sądem własnych poglądów. To taki rachunek sumienia, czy i my nie pogardzamy innymi i czy sami nie doprowadzamy do sytuacji, w której muszą walczyć o udowodnienie nam swojej wartości. Może dzisiejsi słupszczanie kontra Ukraińcy? Albo kontra turecka ekipa budująca bazę wojskową w Redzikowie? Te grupy obcokrajowców w tak homogenicznym mieście, jak nasze, często budzą różne opinie i odczucia. Dlaczego?

Końcowa scena, w której Shylock pod przymusem przyjmuje chrzest z rąk Antonia i Bassania, trafiła prosto w moje serce. Tak jak mogłam zrozumieć, a nawet pośmiać się, z warunków, które sąd nakazał Żydowi, tak byłam rozbita oglądając Igora Chmielnika z pozbawionym życia wzrokiem, przyjmującego chrzest. Wzburzyła mnie ta chwila, ponieważ wierzę, że chrześcijanie, nastawieni z miłością i zrozumieniem do każdego bliźniego, powinni uszanować wiarę innych osób, a nie zmuszać ich podstępem do takich czynności.

Podsumowując, problemy pokazane w „Kupcu weneckim” są aktualne. Oprócz klasycznej historii zaczerpniętej z Szekspira dzięki uwspółcześnionej realizacji mamy szansę zastanowić się nad problemem odczuć wobec innych grup społecznych oraz przemyśleć sprawę równości kobiet i mężczyzn. Aktorzy, zwłaszcza Monika Janik i Igor Chmielnik, swoją energią stworzyli wspaniałe, żywe, wielowymiarowe postaci, które na długo zapadają w pamięć i prowokują do przemyśleń. Czy warto pójść do teatru? Jeśli interesuje nas jakaś głębia intelektualna poza rozrywką to jak najbardziej.

~ Aya, “Kupiec Wenecki”


08:25, 11 kwietnia 2019