„Kto mnie wybierze, dostanie tyle, ile jest wart”

Sztuka Wiliama Shakespeare’a „Kupiec wenecki” w reżyserii Szymona Kaczmarka miała premierę 16 lutego 2019 roku. Oryginał przełożony został przez Stanisława Barańczaka. W dniu premiery było ciężko o wolne miejsca na widowni.

Spektakl niesamowicie wciągał widza w sceniczny świat bohaterów, pobudzał u widza ogromną ciekawość, jak i zaskakiwał poczuciem humoru i momentami grozy. Całe przedstawienie zawiera w sobie coś takiego, co sprawia, że widz nie jest w stanie oderwać się od sztuki. Odbiorca cały czas pragnie rozwiązania akcji i gdy już akcja dobiega końca, niespodziewanie rozpoczyna się kolejna.

Cała akcja spektaklu rozgrywa się w Wenecji i w pałacu Porcji na obrzeżach. Na scenie znajdywały się trzy wielkie skrzynie: złota, srebrna i ołowiana. Na każdej z tych skrzyń było zapisane jedno z haseł. Jak się później okazało, kierowali się nimi mężczyźni wybierając, do której z nich chcą wejść. Na pierwszej z nich było napisane: „Kto mnie wybierze, musi poświęcić wszystko to, co ma”. Druga natomiast była ozdobiona napisem „Kto mnie wybierze, zyska to, czego większość z nas chce”. Natomiast na ostatniej było napisane: „Kto mnie wybierze, tyle dostanie, ile jest wart”. Wszystkie z nich stały obok siebie na środku sceny w oddali, a główny wątek pierwszej części przedstawienia był związany z nimi.

W przedstawienie wpleciono przedmioty czasów współczesnych, takie jak telefony komputery, pontony, dmuchane zabawki czy sprzęt do nagrywania. To wszystko sprawia, że sztuka nie tylko przedstawia akcję „Kupca weneckiego”, a także teraźniejsze życie. Aura muzyczna towarzysząca odbiorcy podkreślała nastrój scen. Dźwięk pulsował i wędrował od prawej do lewej strony widowni. Za oprawę muzyczną złożoną nie tylko z utworów klasycznych należą się brawa Żelisławowi Żelisławskiemu.

Na szczególne brawa zasłużył Wojciech Marcinkowski (Bassanio), który niesamowicie wczuł się w rolę. W sposób zachwycający i godny podziwu odegrał on uczucia granej postaci, tak, że motywacje i wewnętrzne przemyślenia stały się widzom zrozumiałe. Jest to zdecydowanie aktor, który podczas tej sztuki pokazał swoją grę na bardzo wysokim poziomie.

Oświetlenie w całym przedstawieniu było doskonale dopracowane. Światła były starannie ustawione pod względem padania na aktora i oświetlenia tej części scena, która była istotna. Światło grało, pewnymi momentami, kluczową rolę.

Uważam, że premiera tej sztuki była dopięta na ostatni guzik. Nie było żadnych nieudanych scen, pomyłek, czy też przypadkowych sytuacji. Sztuka pozwoliła zrozumieć Shakespeare’a w zupełnie inny sposób. Myślę, że jest to dobrze zapowiadający się spektakl, który osiągnie sukces.

Malwina Mazurkiewicz


08:26, 11 kwietnia 2019