Klasycznie a zarazem współcześnie. Recenzja „Pana Tadeusza”

Oglądanie „Pana Tadeusza” w wydaniu Nowego Teatru zupełnie nie przypomina mozolnego czytania opasłej lektury. Adaptacja Dominika Nowaka jest przejrzysta i przystępna dla odbiorcy. Oczywiście niemożliwością było pomieścić tak rozbudowany tekst w zaledwie dwóch godzinach. Koniecznością było wyrzucenie wielu wątków i skrócenie całej akcji do minimum. Niemniej uważam dobór scen za trafiony i spójny ze sobą.
Inscenizacja jednego z ważniejszych dorobków literackich Polski jest kolejnym elementem obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Jest to dobra okazja, by przybliżyć młodzieży i przedstawić w nieco inny i nietuzinkowy sposób ten wszystkim znany i wpisany w system edukacji tekst.
„Pan Tadeusz” jest historią przeradzającej się starej Polski i także przedstawieniem życia na dworze z tamtych czasów. Reżyser dosyć mocno skupił się na perypetiach miłosnych pomiędzy tytułowym Tadeuszem, młodą Zosią i Telimeną. Telimena, grana przez Magdalenę Płanetę, jest postacią niezwykle wyrazistą i dodającą charakteru całemu spektaklowi. Na uznanie zasługują sceny zbiorowe trudne do pokazania w przedstawieniu. Chociażby scena polowania – minimalistyczna, a zarazem wypełniona akcją. Aktorzy byli przekonywujący, pełni wyrazu i wzbudzający emocje.
Dla osoby niezapoznanej wcześniej z książką może być pewnym problem i dyskomfortem odnalezienie się w licznych postaciach i intrygach, przez co występ może się zdawać nieco męczący. Dlatego też lepiej zapoznać się z fabułą dzieła Adama Mickiewicza, żeby móc w pełni obserwować grę aktorską.
Muszę przyznać, że najbardziej urzekła mnie scenografia. Nie mogłam przestać jej podziwiać przez całość trwania spektaklu. Scena została umownie podzielona na kilka części. Pierwszą był ogromny stół zapełniony jadłem. To tam rozgrywana była początkowa akcja, jak i wiele późniejszych. Następnie jest część imitująca teren na świeżym powietrzu z wnęką, z której wyłaniali się bohaterowie. Ostatnim elementem są niezwykle estetyczne i symboliczne filary zrobione z półprzejrzystego materiału. Całość jest bardzo skąpa i zredukowana do minimum. Tak samo jest z kostiumami, które są bardzo umowne. Jednak wydaje mi się, że to jedynie działa na korzyść odbioru, widz bowiem może skupić się na istocie przedstawianego tematu zamiast na bogatych, przytłaczających dekoracjach.
Obejrzenie „Pana Tadeusza” w słupskim wydaniu jest na pewno ciekawym doświadczeniem, chociażby dla samej gry aktorskiej, która jak zwykle jest na wysokim poziomie. Jest to przykład, że stare, klasyczne dzieła można odświeżyć i wycisnąć z nich coś wartego uwagi, zwłaszcza w stulecie odzyskania niepodległości.
Nadia Bordewicz/Klub Recenzenta 10.12.2018


14:14, 11 grudnia 2018