Granie lektur

…przypomniał mi mocny stres i zdenerwowanie podczas recytacji wiersza na lekcji przed surową nauczycielką od języka polskiego.

Natalia Mleczko // tekst powstały w ramach Klubu Recenzenta NT

 

Niestety, w obecnych czasach lektury szkolne nie należą do ciekawej literatury. Prawie każdy nastolatek wyraża negatywne zdanie, o kolejnej książce zadanej przez nauczyciela. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Udało mi się zauważyć, że najciekawszymi lekturami szkolnymi są dramaty, ale czemu? Odpowiedź jest prosta. Nie ważne jak ciekawa będzie książka – napisana w zwięzły i skomplikowany sposób nie przyciągnie do siebie młodego czytelnika, a długimi opisami przyrody i licznymi archaizmami, wręcz przekona nastolatka, by odłożył książkę na półkę. Właśnie z powodu trudności czytania lektur, przedstawienia na ich podstawie również nie są dobrze odbierane.

Początek sztuki był dokładnie taki sam jak w książce – recytacja „Litwo! Ojczyzno Moja!”. Ten fragment jedynie przypomniał mi mocny stres i zdenerwowanie podczas recytacji wiersza na lekcji przed surową nauczycielką od języka polskiego. Niestety, podeszłam do tego dość sceptycznie. Tak samo jak lektury, sztuki na nich oparte są jedynie obowiązkiem dla ucznia i nieważne jak bardzo dana osoba lubi teatr – na takiej wycieczce szkolnej nie byłaby zadowolona. Jednakże, z każdym kolejnym aktorem pojawiającym się na scenie, zaczynałam zapominać o tym, że oglądam jedną z adaptacji lektury i skupiłam się bardziej na przedstawieniu.

Scenografia składała się ze stołu, przy którym często jedli bohaterowie, jak i imitacji lasu, w którym odbywały się polowania. Dużą rolę odgrywało tu oświetlenie, które, przy ważniejszych scenach, wyraziście uwypuklało bohaterów. Jedynie podczas sceny walki na reflektory zostały założone osłony, by oddać choć trochę realizmu.

Gra aktorów była w przedstawieniu bardzo wyrazista i głośna. Mocno akcentowali swoje wypowiedzi. Każdy z nich zmieniał tonację głosu, by bardziej upodobnić się do starodawnej polskiej szlachty, lecz przez ten zamysł czasami nie mogłam zrozumieć pojedynczych słów. Tym razem wyróżniła się tu kreacja pana Igora Chmielnika, który idealnie wpasował się w rolę Hrabiego.

Jakość odegranego przedstawienia była oczywiście dość wysoka, nie zmienia to faktu, że pozostaje lekkie niezadowolenie po obejrzeniu spektaklu. Lektury naprawdę trudno odebrać w teatrze – jeśli coś zostanie niezrozumiane, to nie da się powtórzyć, czy cofnąć danej sceny. Liczne archaizmy i emocjonalne sceny z dużą ilością krzyku, to raczej rodzaj teatru, za którym młodzież nie przepada.


14:07, 5 maja 2020