Emocje kontrolowane

Z aktorami Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku udało mi się porozmawiać po jednej z prób do spektaklu „Bóg mordu”. Jego premiera odbyła się 25 czerwca na Dużej Scenie Nowego Teatru. Marta Turkowska i Igor Chmielnik opowiedzieli o przygotowaniach do swoich ról oraz o trudnościach, z jakimi spotkali się podczas przygotowań do przedstawienia.
Wcielacie się w postać Weroniki i Michała, jesteście gospodarzami mieszkania w którym rozgrywa się akcja spektaklu. Co możecie powiedzieć o swoich bohaterach?
Marta Turkowska – To jest strasznie trudne pytanie. Postacie są równie niejednoznaczne, jak sytuacja w jakiej się znajdują.
Igor Chmielnik – Z jednej strony mają w sobie cechy, które łatwo zdefiniować ale z drugiej strony są ludźmi, których nie da się od tak, po prostu opisać. Są to bohaterowie posiadający swoje blaski i cienie, dobre cechy oraz ułomności.
M.T. – Wszystkie te cechy mieszają się, kumulują. W zależności od momentu pojawiają się lub pozostają ukryte. Wzajemne relacje wszystkich bohaterów sztuki zmieniają się w mgnieniu oka, wraz z nimi na jaw wychodzą prawdziwe osobowości postaci. Dzięki temu widz ma okazję przekonać się, że pomimo odmienności, w określonych sytuacjach każdy człowiek okazuje się mieć te same cechy, podobnie reaguje. Wszystko zależy wyłącznie od wydarzeń, które powodują, że dane cechy zaczynają się w ludziach ujawniać.
I.Ch. – Można powiedzieć, że bohaterowie spektaklu pochodzą z różnych światów. Z zewnątrz wydają się być odmienni, żyją w inny sposób, w innych warunkach ale każde z nich ma w sobie pewien poziom szaleństwa, jak zresztą każdy człowiek. W „Bogu mordu” przedstawiona została sytuacja, gdy utajone neurozy, wariactwo ujawnia się. Nagromadzone emocje doprowadzają do wybuchu. Każdy z nas posiada w sobie pierwotne instynkty, które wcześniej czy później, dochodzą do głosu. Pewnie takie przemyślenie dało początek tytułowi dramatu: „Bóg mordu”.
Wasze postacie są zbudowane na kontrastach względem bohaterów, w których wcielają się Katarzyna Maciąg i Lesław Żurek. Czy budując swoje role wykorzystujecie indywidualne techniki gry, dzięki którym postacie różnią się?
I.Ch. – Nasz sposób budowania postaci odróżnia fakt, że pracując wykorzystujemy wcześniejsze doświadczenia z pracy w teatrze. Marta i ja zajmujemy się głównie teatrem, z kolei Katarzyna Maciąg i Lesław Żurek mają za sobą praktykę związaną z pracą w filmach. Tym samym nasze budowanie ról jest odmienne. Są to bardzo korzystne różnice, ponieważ pozwalają wskazać kontrast pomiędzy obiema parami.
Często pracujecie razem, od lat jesteście związani z Nowym Teatrem im. Witkacego. Pomaga wam to w trakcie pracy nad rolami?
M.T. – Otóż nie! Paradoksalnie aktorzy uwielbiają mieć nowych partnerów scenicznych, ponieważ dostarcza to nowych bodźców, pozwala odnaleźć w sobie nową energię. Przyzwyczajanie się do utartych schematów, płynięcie znanym nurtem nie jest niczym korzystnym.
I.Ch. – Marta i ja nie mieliśmy do tej pory okazji do współpracy, która umożliwiałaby taki rodzaj intensywnej, scenicznej relacji. Jest to dla mnie świeża sytuacja, bardzo interesująca. Do tej pory graliśmy razem ale w innego rodzaju spektaklach.
M.T. – Grywamy razem w farsach, w bajkach. Natomiast „Bóg mordu” jest zupełnie inny, przy nim musimy „pogrzebać” w swoich emocjach. Mam wrażenie, że scenariusz tego spektaklu „szczuje” nas względem siebie. I chociaż nasza praca jest świadomie kontrolowana, to jednak materią, na której pracujemy, jesteśmy my sami, a to kosztuje.
I.Ch. – Odczuwałem w sobie duży ładunek negatywnych emocji po każdej próbie, na szczęście nie przenosiły mi się one na partnerów scenicznych, nie mniej czuję, że miały taki potencjał. Między całą naszą czwórką jest bardzo dużo napięcia, które nie łatwo wyciszyć. Patrzymy na siebie prywatnie, na ludzi jakimi jesteśmy poza sceną i choć wyobraźnia nie każe nam już grać, to gdzieś w podświadomości rozbudzone na scenie emocje drzemią.
„Bóg mordu” porusza problem konfliktu wywołanego brakiem porozumienia między ludźmi. Czy prywatnie należycie do ludzi, którzy od razu wyjaśniają pojawiające się konflikty, czy jak bohaterowie w których się wcielacie, tłamsicie sobie negatywne emocje, pozwalając na pojawienie się „boga mordu”?
M.T. – Jestem żywiołem. W sytuacji gdy coś mnie drażni, reaguję.
I.Ch. – Przez jakiś czas pracowałem nad sobą, ponieważ kiedyś byłem dużo bardziej wybuchowy. Bywa, że próby tłumienia negatywnych emocji kończą się u mnie fiaskiem, przez co czasem dochodzi do mojego emocjonalnego „wybuchu”.
Jak Wam się pracuje z reżyserem, z Katarzyną Maciąg i Lesławem Żurkiem? To wasze pierwsze sceniczne spotkanie.
I.Ch. – Nie ukrywajmy, praca z Dominikiem Nowakiem jest sytuacją dwuznaczną. Z jednej strony jest on reżyserem przedstawienia, przez co wchodzimy w relację pomiędzy aktorami a reżyserem. Pozostaje jednak faktem, że jest on również dyrektorem teatru, w którym pracujemy, dlatego też sytuacja wydaje mi się być specyficzna. Nie mniej, jest to nasza pierwsza okazja do wspólnych działań. Wraz z Martą mam szansę na bliższe poznanie Dominika Nowaka jako człowieka, podczas gdy reszta naszego zespołu jeszcze nie miała takiej możliwości. Co do pracy z Katarzyną i Lesławem, jest to bardzo ciekawe spotkanie. Wydaje mi się, że na początku wszyscy czuliśmy się jak bohaterowie „Boga mordu”. To znaczy, razem z Martą byliśmy gospodarzami w naszym teatrze, oni przyjezdnymi gośćmi. Dwa światy, z których każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony, nieźle wypaść. Musieliśmy się wszyscy postarać, żeby się dotrzeć ale myślę, że teraz jesteśmy na całkiem dobrym etapie wspólnej pracy.
Bardzo ciężko pracowało Wam się w sytuacji, gdy nie można było prowadzić prób na Dużej Scenie?
M.T – Jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ponieważ pracujemy w ten sposób od 2004 roku, czyli od reaktywacji teatru. Natomiast nie jest to łatwa sytuacja. Każdy chciałby mieć lepsze warunki pracy. Nie raz kiedy rozpoczynamy próby na Dużej Scenie, na moment przed rozpoczęciem wystawiania jakiegoś spektaklu okazuje się, że założenia jakie przyjęliśmy podczas prób nie sprawdzają się w ostatecznej przestrzeni. Wtedy na ostatnią chwilę musimy wprowadzać korekty. To nic miłego.
I.Ch. – Natura przestrzeni, jaką jest Duża Scena jest kompletnie inna niż atmosfera miejsc, w których prowadzimy próby. Takie miejsca to Mała Scena, bufet teatralny, czasami zwykły pokój. Dokłada nam to pracy i stanowi pewnego rodzaju wysiłek, dlatego mam nadzieję, że nie odbija się to na jakości realizowanych przez Nowy Teatr spektakli. Wydaje mi się, że moglibyśmy robić jeszcze lepsze realizacje, gdybyśmy mieli szansę dłużej pracować w przestrzeni Dużej Sceny, w przestrzeni która jest dedykowana spektaklom.
Sądzicie, że słupskiej publiczności „Bóg mordu” przypadnie do gustu?
M.T. – Do każdego spektaklu podchodzimy z wiarą, że nasza praca zostanie doceniona przez widzów, a przedstawienie osiągnie sukces. Najważniejsze, aby widzowie dali sobie szansę zobaczenia spektaklu. Żeby przyszli, zobaczyli przedstawienie i sami ocenili, czy im przypadło do gustu. Było wiele dobrych spektakli, które zeszły z afisza przedwcześnie z powodu braku widza. Zaproszenie znanych szerszej publiczności aktorów pomoże w decyzji przyjścia do teatru.
Igor Chmielnik – Zgodzę się, że w pewnym stopniu ich obecność jest „dźwignią” promocyjną ale uważam też, że choć „Bóg mordu” nie należy do gatunku bardzo komercyjnych fars, spodoba się on naszym widzom. Przedstawię tu przykład kina amerykańskiego, w którym nie tylko komedie osiągają sukces. Równie dużą popularnością cieszą się dobre filmy obyczajowe, które przykuwają uwagę widzów i które każdy widz może w mniejszym lub większym stopniu odnieść do swojego życia. „Bóg mordu” posiada taką fabułę, choć nie jest pochodzenia amerykańskiego trafia dokładnie w sedno naszej społecznej rzeczywistości. W relacje rodzinne i międzyludzkie dotyczące każdego człowieka. Jest ponad to fascynujący i niebanalny. Oprócz tego, Katarzyna i Lesław świetnie pasują do ról, w które się wcielają, zaś fakt, że są znani szerszej widowni na pewno pomoże w zachęceniu widzów do zobaczenia „Boga mordu”.
Marta Turkowska – Widzowie, którzy nie znają fabuły „Boga mordu” potrzebują powodu aby zdecydować się na wizytę w teatrze. Liczę na to, że zastosowany przez reżysera zabieg wprowadzenia do obsady aktorów, których widzowie będą mieli ochotę zobaczyć na żywo, poskutkuje ich przyjściem na spektakl, a nasza praca zostanie doceniona.


13:09, 2 lipca 2016