„Czy klasyk nadal zachwyca?”

„Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”, a szerszej publiczności znany po prostu jako „Pan Tadeusz”, to dwunastoksięgowa epopeja pisana trzynastogłoskowcem. Brzmi to jak coś wielkiego, i jest tak nie bez powodu, ponieważ jest to jeden z najpiękniejszych zabytków narodowych, spisany godną pochwały polszczyzną, utwór doceniany przez pokolenia. Jednak dziś w XXI wieku trzeba odpowiedzieć na pytania: co takiego wspaniałego jest tak naprawdę w tym dziele i czy Nowy Teatr sprostał wyzwaniu przedstawienia czegoś tak klasycznego i związanego z polską kulturą?
Osobom, którym jeszcze nigdy nie zdarzyło się ujrzeć Pana Tadeusza, bądź też zapomniało się struktury głównego wątku, streszczę to, co wydarzyło się na naszych oczach. Do rodzinnego domu w Soplicowie przyjeżdża na wakacje młody Tadeusz. Okazuje się że pełen jest on gości, bowiem prowadzony jest proces o przynależność starego zamku, niegdyś własności starego magnata z rodu Horeszków, którego reprezentantem jest obecnie Hrabia. Staje on w opozycji wobec Sędziego Soplicy. W trakcie przedstawienia będziemy świadkami napadu na zamek oraz przyjazdu Rosjan. Wiedzmy jednak, że to, co się dzieje w książce, zostało skrócone na potrzeby spektaklu.
Korzystając ze 100-lecia polskiej niepodległości zacznijmy od patriotycznego charakteru spektaklu. Czy jest on atrakcyjny w czasach, gdy zanikają takie postawy? Przemówienie, a raczej próba przemówienia do dzisiejszych umysłów tekstem stworzonym do rozbudzenia świadomości narodowej i poruszenia serc może nie zadziałać. Publika żądna jest kontrowersji i akcji. Pokolenia się zmieniają i wiem, że patriotyzm wśród osób młodych zanika, i to całkowicie. Teraz należy zachęcić młodego widza czymś bliższym jego rzeczywistości i ze względu na charakter utwory takie są po prostu nieatrakcyjne dla widza w moim wieku. Młody widz się zmienia, więc musi zmieniać się i teatr. To bardzo ważne spostrzeżenie, bowiem współczesny teatr ze względu na malejącą popularność musi przedstawić się młodym pokoleniom z jak najlepszej strony.
Przejdźmy do tego, co działo się na scenie. Reżyser, jak i aktorzy nie zawiedli nas. Sztuka była interesująca, ale nie było to dla nas nic zachwycającego, po prostu kolejna wizyta w teatrze. Sądzę że niestety w tym jest problem, bo aktorzy naprawdę dobrze zagrali swoje role, tekst, który nie jest przecież prosty ani współczesny wypowiedzieli całkiem sprawnie. Problem był w jej strukturze. Nie byłem w stanie poczuć więzi z żadnym bohaterem, cały czas oddzielała mnie od nich niewidzialna kurtyna. Pozytywnie zaskoczył mnie jednak Hrabia, napędzający akcję utworu poprzez budowanie sporu i niepewności, oraz Telimena jako intrygująca, ale delikatna kobieta, uwodząca Tadeusza i budująca wątek z nim związany znacznie skuteczniej, aniżeli dość płytka w tym przedstawieniu Zosia, będąca ledwie zbędnym wtrąceniem do teg,o co działo się na scenie. Postać tej dojrzałej kobiety mieszkającej w Petersburgu ze swoim wytwornym ubiorem wprowadza kontrast poprzez jej przybycie do naszego polskiego zaścianka.
Zaciekawiła mnie jednak scenografia. Stroje większości aktorów były adekwatne do swojej epoki, tradycyjnie szlacheckie oraz nieco nowocześniejsze ubiory Hrabiego i Tadeusza. Rekwizyty były proste i nie było ich wiele, tak jak znajdujących się na scenie dekoracji. Mimo to Nowy Teatr częściowo odwzorował nastrój każdej lokacji, co było dość trudne na jednej niezmiennej scenie. Ogólnie można stwierdzić, że zapewniono wszystkie elementy niezbędne do wprowadzenia widza w polską historię.
Podsumowując i biorąc pod uwagę to, że część osób może przeczytać tylko wstęp i zakończenie niniejszej recenzji stwierdzam, że należy się zastanowić, czy naprawdę ma się ochotę oglądać taki spektakl.
Kierując teraz swoją wypowiedź do młodzieży: Jeśli twoją alternatywą dla nudnej lektury „Pana Tadeusza” ma być ten spektakl, jak najbardziej z niej skorzystaj, natomiast jeszcze lepiej, jeśli kupisz sobie bilet na coś bardziej współczesnego.
Natomiast wszyscy nazywający siebie patriotami Polacy powinni zobaczyć to przedstawienie, ponieważ – jakby nie patrzeć – to jest nasza prawdziwa historia poruszająca serca, inna niż mecze polskiej ligi czy też marsze narodowościowe.

Kordian Dziwisz/Klub Recenzenta


15:00, 11 grudnia 2018