Cała paleta szarości

Ciężko jest opowiedzieć się po którejś ze stron, licznych w “Kupcu Weneckim” konfliktów, gdy ma się świadomość równoważących się racji i błędów obu rywali. Ich porażki wzbudzają współczucie i smutek, jednak nie pragnie się dla nich szczęścia i nagród.

Recenzja spektaklu “Kupiec wenecki” w reż. Szymona Kaczmarka autorstwa Anny Jastrzębskiej, uczestniczki Klubu Recenzenta NT

Podli ludzie, czy podłe role? A może jedno wcale nie wyklucza drugiego? Takie pytania zaczęłam zadawać sobie zaraz po wyjściu z teatru i kołaczą się one w mojej głowie do teraz. Nieczęsto dane jest mi obejrzeć produkcję, która na długo po zakończeniu pozostaje w moim umyśle bardzo wyraźna, a równocześnie jakby przyćmiona niepewnością, brakiem jednoznacznego przekazu. Nie we wszystkich przypadkach jest to rzecz pozytywna, lecz w “Kupcu Weneckim” ten, niemal, brak satysfakcji zdecydowanie działa na plus.

“Kupiec Wenecki” słupskiego Nowego Teatru to idealne wprowadzenie szekspirowskiego klasyka we współczesne realia, wzmocnione mistrzowskim aktorstwem zespołu i ponurą scenografią. Postacie i otaczający ich świat delikatnie wmalowują się w kanony znanych nam stereotypów, jednak nie jest to w żaden sposób negatywem. Poznajemy grupę kompletnie różnych od siebie, nieszablonowych osób, a dzięki tym stereotypowym cechom, każdy widz jest w stanie w jakimś stopniu utożsamiać się z co najmniej jedną z nich. Ich historie, mimo bardzo pozytywnych, czasem nawet szczęśliwych fragmentów, kończą się tragicznie. Każda na swój własny sposób. W prawie wszystkich z nich, postacie popełniły jeden kategoryczny błąd – zboczyły z narzuconej im ścieżki próbując znaleźć życie lepsze niż to, które przed nimi widniało, jednocześnie gubiąc swoje własne uczucia i tożsamość.

Sztuka porusza wiele trudnych, kontrowersyjnych w dzisiejszych czasach tematów, przez mnóstwo ludzi traktowanych jako tabu mimo ich stałej obecności w naszych życiach. Poznajemy historię Shylocka, żydowskiego kupca samotnie wychowującego młodą dziewczynę, całe życie poniżanego przez swą wiarę. Jego los splata się z dwójką zamożnych mężczyzn, Antoniem i Bassaniem, przyjaciółmi żyjącymi w, teoretycznie nic nieznaczącym, wyłącznie seksualnym związku, którzy przez pogoń do pieniędzy zatajają swe prawdziwe uczucia. Córka Shylocka, Jessica, przechodzi kryzys tożsamości, żyje w nienawiści do ojca i przez to wdaje się w toksyczny związek z mało znanym jej chrześcijaninem, Lorenzem, uzależnionym od narkotyków. Ostatnią członkinią grupy jest Porcja, pragnąca wolności odebranej jej przez zmarłego ojca, zamiast tego zyskująca jedynie małżeństwo z mężczyzną nieodwzajemniającym jej uczuć. Wszyscy przeżywają rzeczy niebywale trudne, których nie sposób im nie współczuć. Nie znaczy to jednak, że są to osoby dobre, łatwe do polubienia. Wręcz przeciwnie, osobiście uważam, że ciężko byłoby za którąś z nich naprawdę przepadać. Żyd Shylock żąda chorobliwej zemsty, dla której był w stanie zaryzykować wszystko. Antonio pogardza Shylockiem, nie ma dla niego prawie żadnego miłosierdzia mimo wszystkich krzywd, jakie Żydowi wyrządził. Bassanio oszustwem zdobywa miłość Porcji, której pragnie jedynie dla jej pieniędzy. Jessica nabiera do ojca i jego religii takiej samej nienawiści i pogardy, jak reszta otoczenia. Porcja podstępem sprawdza wierność swego męża, później karząc za to zarówno jego, jak i Antonia.

Właśnie ta dwustronność postaci i zdarzeń przyczynia się do niepewności i zakłopotania, jakie odczuć można po spektaklu. Ciężko jest opowiedzieć się po którejś ze stron, licznych w “Kupcu Weneckim” konfliktów, gdy ma się świadomość równoważących się racji i błędów obu rywali. Ich porażki wzbudzają współczucie i smutek, jednak nie pragnie się dla nich szczęścia i nagród. Dzięki temu, szekspirowska adaptacja w niemal idealny sposób ukazuje naturę ludzką. Po głębszym przyjrzeniu się innym osobom, można śmiało stwierdzić, że nikt nie jest dobry ani zły. W większości przypadków szala bliższa jest środkowi. Mimo tego, w dalszym ciągu próbujemy oceniać innych, jesteśmy szybcy do stawania po jednej ze stron nie próbując nawet zrozumieć tej drugiej. Sama przyłapałam się na tym w pierwszych scenach “Kupca weneckiego”, jednak rozwój wydarzeń prędko nauczył mnie, że jest to po prostu myślenie błędne. Nasz świat i zamieszkujący go ludzie nie istnieją jedynie w odcieniach czerni i bieli, pamiętajmy o całej palecie szarości…


09:32, 7 lutego 2020