aktualności

Absurd w świecie popkultury

Sztuka Doroty Masłowskiej „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” to dla słupskiej publiczności chyba jednak spore zaskoczenie. Przekonałem się o tym w ostatnią sobotę, gdy zdziwieni nagłym zakończeniem widzowie nie bardzo wiedzieli, czy klaskać czy też nie. Większość poszła chyba do domu ze sporym znakiem zapytania w głowie. To prawdopodobnie rezultat dość gwałtownego przeskoku repertuarowego, bo zwykle słupski teatr serwuje lekkie komedie albo sztuki realistyczno-obyczajowe , a tu nagle znaleźliśmy się w teatrze awangardowym, bo – jak przypuszczam – tę pozycję przygotowano zapewne z myślą o tym, aby powalczyć o nagrodę na jakimś festiwalu teatralnym. Inna rzecz, że taki zamysł jest całkiem dobry, bo nic tak nie rozwija jak wyjście poza na co dzień używane drogi. Do tego w towarzystwie autorki, która w ostatnich latach jest nie tylko nagradzana i modna, ale i cieszy się uznaniem w wielu środowiskach.
Przyznam, że sam mam spory problem ze sztuką Masłowskiej, bo choć przeczytałem już w wielu miej lub bardziej krytycznych omówieniach, że jej teksty dramatyczne nawiązują do nurtu teatru absurdu, to jednak słuch językowy autorki i doskonała umiejętność swoistego cytowania mowy ulicy powodują, że rys satyryczno-obyczajowy spektaklu narzuca się jako pierwszy. Nic dziwnego, że wiele soczystych wyrażonek bohaterów powodowało rozbawienie publiczności i wybuchy śmiechu podczas spektaklu, co niewątpliwie należy zaliczyć na plus, bo do teatru często chodzi się po to, aby się zrelaksować i rozerwać. Jednak tu chodzi o coś więcej. Gdy wróciłem do domu, pomyślałem, że w tym przypadku pomocna może być „Filozofia dramatu” ks. Józefa Tischnera. Wg niego dramat człowieka rozgrywa się bowiem na scenie świata w trakcie otwarcia na drugiego człowieka i w czasie, który przepływa między uczestnikami rozmowy. Słupscy realizatorzy sztuki Masłowskiej jednoznacznie dali do zrozumienia, że przywołany na scenie świat symbolizuje rzeczywistość współczesnej popkultury, bo to właśnie z kręgu jarmarczno- kiczowatego wywodzą się gadżety odsłaniane przez jednego z aktorów podczas trwania przedstawienia. Włącznie z białymi niedźwiadkami z plastiku, które zdają się nawiązywać do niedźwiadków ustawianych przez prezydenta Roberta Biedronia w wielu punktach miasta. Jednym słowem: realizatorzy sugerują, że świat wokół nas już dawno zatracił swój hierarchiczny kształt i w istocie przekształcił się w popkulturową papkę, w której ludzkie spotkania na drodze życia są absurdalną mieszaniną paplaniny, udawanek i przypadkowych zderzeń, ale między nimi rodzą się dramaty i obsesje, prowadzące do tragicznych decyzji i ostatecznych rozwiązań. W praktyce więc sztuka Masłowskiej, choć awangardowa w formie, niesie klasyczne przesłanie o tym, że w zwariowanym i zdegradowanym świecie, w którym przyszło nam żyć, nadal najważniejsze są dobre relacje między ludźmi, bo jak o nich zapomnimy, to możemy doprowadzić do własnej zguby. Choć ta mądrość życiowa nie jest w sztuce powiedziana wprost, bo współcześnie twórcy awangardowi prawie nigdy nie mówią wprost, to niewątpliwie realizatorzy sztuki zrobili wszystko, aby to przesłanie było czytelne. Mam nadzieję, że docenią to także festiwali jurorzy.

Absurd w świecie popkultury / Głos Pomorza 19.03.2018 / Zbigniew Marecki
http://www.gp24.pl/kultura/a/absurd-w-swiecie-popkultury-recenzja-sztuki-dwoje-biednych-rumunow-mowiacych-po-polsku,13021467/


14:59, 20 marca 2018